
— To dlatego, że jesteśmy z Paulem. — Odpowiedział Said Dracovich, ale wskazał przy tym na resztę. — Nasza siódemka uważa, że najlepiej będzie wymusić pewne ograniczenia. Aby… znów zwiększyć ciśnienie na rasę ludzką, żeby nabrała sił. Wystawić ją na chwilę na działanie ognia, by zahartować stal.
— O jejku, jejku — rzekła Ishtar. — Najpierw jesteśmy ohydztwami, a teraz prostymi klingami noży, które trzeba zahartować.
— Nie wszyscy z nas uważają Przemienionych za obrzydlistwo — stwierdziła Celine. — Pomagałam przy zbyt wielu Przemianach, by je za takie uważać. Ale Przemiana wymaga wielu zasobów, a wspieranie Przemienionych jeszcze więcej, dla przykładu wystarczy spojrzeć na Cantora. Takie nadużycie zasobów spowalnia realizację ważnych projektów.
Przerwała i uśmiechnęła się przypochlebiająco do Ishtar.
— Muszę jednak dodać, że Przemiana wśród przywództwa byłaby oczywiście w pełni akceptowalna. Tak więc nikt w tej sali nie musi się niczego obawiać ze strony tego projektu.
— Jjjjasne — zawarczał Cantor sceptycznie. Kiedy Chansa zaczął mówić, wrócił właśnie z powrotem do pełnej formy niedźwiedzia. — Więc teraz nas przekupują. Popieram Sheidę!
— Jesteście przeciw temu szaleństwu? — zapytała Ishtar.
— Ta’. — powiedział Cantor.
— Tak — Sheida.
— Tak — powtórzył Aikawa. — Prawdziwym obrzydlistwem jest nietolerancja.
— Tak. — Ungphakorn.
— Tak — zakończyła Ishtar. — To tyle. Potrzebujecie dziewięciu głosów, żeby przeforsować wszystkie protokoły dopuszczające do wprowadzenia twojego „programu”, Paul. Więc o ile kilku z nas nie zginie, to masz cholernego pecha.
— Zobaczymy — odpowiedział Bowman. — Potrzeba tych działań wkrótce sta nie się oczywista. Obiecuję ci.
— Po moim trupie — odparła Sheida.
ROZDZIAŁ DRUGI
Unoszący się nad biurkiem trójwymiarowy hologram podwójnej helisy rozpadł się na kawałki, włączył nowe DNA, połączył się w sekcje, zasymulował wiązanie białek i rekombinację, po czym zaczął wszystko od początku.
