Może, gdzieś głęboko w środku, ludzie byli równie znudzeni jak ona.

Wyglądało na to, że znów nadciągają ciekawe czasy. A doskonale wiedziała, co ludzie mówili na temat „ciekawych czasów”. Oczywiście. Wiedziała wszystko.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

— I temu właśnie Paul chciałby położyć kres? — zapytała Ishtar, wskazując w stronę chmurnej dali.

Kobietę trudno było określić mianem człowieka. Od superrozciągniętego ciała, złożonego teraz w pozycji lotosu na lewitującym dysku, przez wąską twarz, do złotych oczu i srebrnych, dwumetrowej długości włosów przetykanych klejnotami w pawi ogon jej wygląd krzyczał o pozaziemskim pochodzeniu. Jednak jej DNA było równie ludzkie jak kobiety stojącej tuż obok.

Sheida Ghorbani liczyła sobie prawie trzysta lat, lecz wyglądała, jakby właśnie przekroczyła dwudziestkę. Jej skóra miała witalność młodości, a jej rycjanowskie włosy, choć ciasno związane, błyszczały naturalnym blaskiem zdrowia. Wokół jej karku, wpleciona między włosy, spoczywała dwumetrowej długości skrzydlata jaszczurka o tęczowej skórze przypominającej miliony błyszczących klejnotów.

W przeciwieństwie do swojej towarzyszki — nagiej, jeśli nie liczyć skromnej przepaski biodrowej ze złota — Sheida miała na sobie prosty kombinezon z badwabiu. Łatwo można byłoby wziąć j ą za uczennicę. Do czasu, aż spojrzałoby się jej w oczy.

Sheida westchnęła, zerkając nad górskim jeziorem i głaszcząc jaszczurkę. Woda w stawie była tak błękitna i nieruchoma, że zdawało się, jakby do namalowania go sam Bóg użyczył kropli królewskiego błękitu. Z trzech stron taflę otaczały przykryte śniegiem góry stromo opadające do wody. Z czwartej strony jezioro przechodziło w dwustustopowy wodospad kończący się w szerokiej dolinie. Do idyllicznego nastroju sceny doskonale pasował przypominający grecką świątynię potężny budynek o wielu kolumnach. Kobiety zatrzymały się u szczytu schodów, patrząc w stronę wody.



3 из 599