
Oparła się o jedną z kolumn i skinęła głową, podbródkiem wskazując na przyjaciółkę.
— Cóż, nie wydaje mi się, żeby planował zniszczenie jeziora — powiedziała, chichocząc. — Ale skończyłby chętnie z przeważającą częścią tego wszystkiego, przynajmniej dla większości ludzi. Chce, żeby ludzie z powrotem nauczyli się używać swoich własnych nóg. Nauczyli się znów być silni. I znów być ludźmi.
— Masz na myśli człekokształtność — poprawiła Ishtar. — Człowiek kryje się w umyśle i duszy, nie w postaci. — Filozofia Tzumaiyamy w tym zakresie nie podlega dyskusji. Ale przypuszczam, że jest ekstremalnym konserwatystą — dodała sucho.
— Uważaj, co mówisz — odparła Sheida. — Żeby zdefiniować Paula, musisz się zagłębić w danych tak starych, że praktycznie zapomnianych. Czy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie› tak naprawdę jest faszystą. Przypuszczam, że sam na zwałby się socjalistą, jednak wcale nim nie jest.
— Czym? — zapytała Ishtar. Zamrugała kilka razy, podłączając się do danych, potem kiwnęła głową. — Ach. Rozumiem, co masz na myśli. To rzeczywiście antyki. Ale pasuje to do jego osobowości.
— Chciałby wykorzystać władzę Rady nad dystrybucją energii jako narzędzie do kontroli ludzi — dodała Sheida. — Dlatego właśnie zwołał to spotkanie.
— Jesteś tego pewna? — Mnie nic nie powiedział.
— Wydaje mi się, że uważa, że się z nim zgadzam, ponieważ nie poddałam się Przemianie.
— Naprawdę? — zdziwiła się Ishtar. — Ale faktycznie, znam cię przynajmniej od stu lat i jeśli nie liczyć okazjonalnych zmian koloru włosów i oczu, nigdy nie widziałam u ciebie Przemiany.
— Dobra Przemiana wymaga składnika genetycznego — odrzekła, wskazując na formę Ishtar. — Sama wiesz, czym Daneh zarabia na życie.
— Ależ z pewnością wyszliśmy już poza ten etap — uznała Ishtar. — Nie zdarzają się już takie błędy.
