
— Może tak, a może nie — odpowiedziała Sheida. — Ja jednak postanowiłam zachować własną postać. Jest dostatecznie dobra.
— A więc on uważa, że będziesz głosować za nim? — zapytała Ishtar.
— Prawdopodobnie. Przynajmniej sądząc na podstawie rzucanych przez nie go sugestii. A ja nie dałam mu powodu w nie wątpić, równocześnie nie deklarując się tak naprawdę. Wydaje mi się też, że czekał, aż do Rady zostanie wybrany Chansa.
— Chansa jest… dziwny — mruknęła Ishtar. — Słyszałam pewne brzydkie plotki o jego życiu osobistym.
— Dziwny, lecz genialny — odpowiedziała Sheida. — Podobnie jak reszta frakcji Paula. Tak błyskotliwi, a zarazem tak brakuje im… mądrości. Wydaje się, że to cecha, której nie byliśmy w stanie rozwinąć w ludziach. Odporność, zdolności obliczeniowe, piękno. — Westchnęła i potrząsnęła głową. — Ale nie mądrość. Są tak bardzo, bardzo sprytni, a zarazem tak głupi wobec wszystkich tych faktycznie istniejących problemów.
— Ale rzeczywiście się z nim nie zgadzasz? — spytała Ishtar, marszcząc lekko brwi.
— Och, oczywiście. — Sheida potwierdziła lekkim skinieniem głowy. — Mają rację o tyle, że naprawdę mamy problem. Jednak nie oznacza to, że ich rozwiązania są optymalne lub choćby poprawne. Ale zastanawiam się, co zrobi, kiedy się o tym przekona?
— Powiedziałabym, że chętnie bym się temu wszystkiemu przyjrzała — z uśmiechem dodała Ishtar. — Ale, niestety, ja również znajdę się w samym środku tej dyskusji.
— Przemiana to nieunikniony owoc naszej techniki. — Sheida westchnęła, wzruszając ramionami. — Nanity i replikatory zapewniają nam opiekę medyczną. A ta sama technologia umożliwia ludziom stanie się… — zerknęła na swoją towarzyszkę i uśmiechnęła się — czymkolwiek, co możemy sobie wyobrazić.
— Ishtar roześmiała się na dwuznaczność zakończenia i wzruszyła szczupłymi ramionami.
— Może Paul chce po prostu skończyć z wszelką techniką medyczną? Może to również jest „niepotrzebne”?
