— Ale… — Poruszony kessentai zafalował grzebieniem. — Mogę wysłać ich w teren i kazać wypatrywać ludzi, ale wydaje mi się, że miałeś coś innego na myśli.

— Zgadza się — mlasnął z rozbawieniem oolt’ondai. — Inne grupy już zostały wysłane. Przekażesz swoich Drasanarowi, a on każe im iść za grupą patrolową. Czy można ich spuścić z oczu?

— O, tak — odpowiedział Cholosta’an. — Moi cosslainowie są dość bystrzy, a w oolt mam takich trzech. Każdy z nich poradzi sobie z wykonaniem tego polecenia.

— To dobrze. Wyślij połowę swojego oolt do Drasanara, to on dowodzi patrolami. Drugą połowę wyślij do… — Oolt’ondai przerwał, próbując bezskutecznie wymówić „Midway”. W końcu wyjął mapę i pokazał miejsce, o które mu chodziło. — Zabierz ich do obozu tutaj. Przekaż ich jednemu z kessentaiów odpowiedzialnych za budowę obozu i wracaj. Mamy dużo do zrobienia, a nie za wiele czasu.

— Skąd ten pośpiech? Myślałem, że w najbliższym czasie nie będziemy walczyć.

— Spytaj Tulo’stenaloora — odparł Orostan, znów z rozbawieniem mlaskając; wódz z ochotą odpowiadał na pytania, ale rzadko miał na to czas. — Chce, żebyśmy się rozproszyli i zajęli „dobrze bronione obozy”. Kazał też powiększyć groty produkcyjne, żeby mogły pomieścić całą gromadę i osłonić ją przed ogniem artylerii.

Starszy Wszechwładca zafalował grzebieniem i prychnął.

— Chyba zakochał się w tych ludziach.

Cholosta’an spojrzał na niego z ukosa, nerwowo kiwając głową na długiej szyi. Oolt’ondai był od niego o wiele starszy i miał o wiele więcej doświadczenia. Widać to było po wyposażeniu jego tenara i uzbrojeniu otaczających go cosslainów. Cholosta’an wiedział, co jego samego przyciąga do Tulo’stenaloora, ale wciąż się dziwił, co wywołuje sympatię takich starych wojowników jak Orostan.



37 из 511