— Kiedy ruszymy do przodu, po prawej stronie będziemy mieli kanał — ciągnął Mike. — A więc z tej strony będziemy kryci. Ale lewa flanka będzie odsłonięta jak bebechy patroszonego wieloryba.

— Myślałem, że z tej strony osłoni nas ostrzał zaporowy — powiedział kapitan Holder. Dowódca kompanii Charlie był odpowiedzialny za lewą stronę.

— Tak będzie — powiedział Mike z niewidocznym grymasem. Przeżuł kawałek tytoniu i splunął do kieszonki, którą zawczasu uformował przewidujący wszystko żel. — Ale Duncan określił stan batalionu odpowiedzialnego za ostrzał jako „niepewny”.

— Od kogo tego się dowiedział? — spytała Slight. Ikona koordynatora artylerii tkwiła twardo na wzgórzu zajmowanym poprzednio przez dowódcę batalionu. Rozciągał się stamtąd wspaniały widok na pole bitwy. Co więcej, wspaniały widok na pole bitwy miała również sieć czujników pancerza, a to, co pancerze potrafiły zrobić z takimi informacjami, wciąż wprawiało wszystkich w osłupienie. W tym od czasu do czasu również sztuczną inteligencję, która kierowała pancerzami.

— Rozumiem, że współpracuje z koordynatorem artylerii Dziesięciu Tysięcy — odparł Mike lekkim tonem.

Oficerowie zaśmiali się ponuro.


* * *

— Pułkowniku, zapytam po raz ostatni — powiedział kapitan z ponurym uśmiechem. Miał poszarzałą twarz i był wściekły.

— Kapitanie, nic więcej nie da się zrobić — odparł poważnie starszy oficer. — Działa zajmują pozycje najszybciej jak się da. Wiem, że to poniżej standardów, ale to wszystko, do czego jest zdolna ta jednostka. Musi pan zrozumieć, że nie jesteśmy jakąś superformacją…

— Nie, pułkowniku, nie jesteście — odparował kapitan. Dla większości oficerów byłoby to samobójstwo, ale Keren, tak jak każdy inny członek Sześciuset, już wiedział, co to jest samobójstwo.



41 из 511