
— Kapitanie, nie obchodzi mnie, kim pan jest — powiedział szorstko pułkownik. — Nie zamierzam tolerować takiego tonu u niższego stopniem oficera.
— Pułkowniku — odparł zimno kapitan. — Zdarzało mi się zastrzelić przełożonych, którzy nie spełniali moich oczekiwań. Mam bardzo głęboko w dupie, co pan sobie myśli, kiedy opieprza pana kapitan; nie mamy już czasu na niekompetencję. Ma pan do wyboru jedną z trzech rzeczy: dowodzić, słuchać albo zginąć. Proszę wybierać.
Pułkownik zamilkł na chwilę, zdając sobie sprawę, że kapitan mówi śmiertelnie poważnie. To bardzo prawdopodobne, że jeśli kapitan Sześciuset poprosi o jego odwołanie, jego prośba zostanie spełniona. Armia schodzi na psy, niech to szlag.
— Kapitanie, nie uda nam się rozstawić przez trzy minuty — powiedział.
— Pułkowniku, słyszał pan kiedyś o hiszpańskiej inkwizycji? — zapytał krótko Keren.
— Tak. — Oficer pobladł. — Jestem… pewien, że uda nam się rozstawić w żądanym przez pana czasie, kapitanie.
— Proszę się postarać — zachrypiał Keren. — Starajcie się tak, jakby Posleeni mieli zaraz pożreć wasze dupska. Bo jeśli utkniecie między nimi a Sześciuset, lepiej będzie dla was wybrać Posleenów. Czy wyrażam się jasno?
