
Zane przyglądał się tej scenie z tkliwością. Jill była jednak pewna, że rzadko pozwala sobie na ujawnianie swoich uczuć. Korzystając z tego, że stoi z boku, przyjrzała mu się uważniej i wydał jej się najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała.
Marianne widocznie wydawało się to samo.
– Pani Barton, teraz pani musi przywitać się z Bestią.
– Nie bój się, Jilly, nic ci nie zrobi. – Kip chwycił ją za rękę i po chwili jej dłoń zanurzyła się w miękkiej sierści.
Pies wydał pomruk zadowolenia.
– Jak tak dalej pójdzie, to zapomni, kto naprawdę jest jego panem – roześmiał się Zane. – Proponuję, żebyśmy poszli do domu, póki jeszcze mam jakąkolwiek władzę nad własnym psem. Prowadź, Kip. Prosto, przez tylne drzwi.
W korytarzu ogarnęło ich przyjemne ciepło. Jill zdjęła kurtkę, a gospodarz zabrał się do odwiązywania sznureczków przy kapturze chłopca. Nagle Kip odwrócił głowę i…
– Boże! – jęknęła cicho Jill.
Tuż przed nią stało lustrzane odbicie Zane'a Doyle a. Teraz w żaden sposób nie mógłby on wyprzeć się ojcostwa. Zgadzało się wszystko: kształt twarzy regularna linia brwi, mocny podbródek. Nawet ciemnoblond kosmyk włosów u obu opadał na czoło w identyczny sposób.
A jednak jabłko pada niedaleko od jabłoni.
ROZDZIAŁ TRZECI
– Chodźmy do kuchni przygotować coś do jedzenia – rzucił Zane. – Nie wiem, jak wy, ale ja umieram z głodu.
Zachowywał się tak, jakby nic się nie stało, jak gdyby niczego niezwykłego nie zauważył. Jednak Jill niełatwo było oszukać. Zauważyła, że wciąż nie może ochłonąć po tym, co zobaczył.
– Będziemy jeść tuńczyka? – spytał Kip.
– W żadnym wypadku. Nie znoszę tuńczyka.
– Ja też, ale Jill mówi, że powinienem jeść ryby, bo wtedy będę mądry.
– Moja mama mówiła to samo. Wiesz, co wtedy robiłem? Kiedy przychodziłem do szkoły, wymieniałem swoje kanapki z kolegą, który nie lubił masła orzechowego.
