
Therru skinęła głową. Goha wyjęła nóż i odcięła silny pęd leszczyny dla dziecka, a od leżącej przy drodze olchy oderwała gałąź, aby zrobić kij dla siebie.
Ruszyły wolno w dalszą drogę. Themi jadła rodzynki, a Goha śpiewała pieśni miłosne, pasterskie i ballady, których nauczyła się w Dolinie Środkowej. Nagle urwała, podnosząc rękę w ostrzegawczym geście.
Czterej mężczyźni na drodze już je zauważyli. Goha wiedziała, że jedyne, co ona i Therru mogą teraz zrobić, to przejść obok tych ludzi nie zwracając na nich uwagi.
— Podróżni — powiedziała cicho do Therru, nie przerywając marszu. Palce zacisnęła mocno na olchowym kiju.
To, co mówiła Lark o bandach i złodziejach, nie było tylko skargą, jaką podnosi każde pokolenie na to, że nic nie jest już takie jak dawniej i że świat zmienia się na niekorzyść. W ciągu kilku ostatnich lat w miastach i na prowincji Gontu zrobiło się niebezpiecznie. Młodzi mężczyźni nadużywali gościnności własnego ludu — kradli i sprzedawali to, co ukradli. Nędza stała się powszechna tam, gdzie wcześniej była rzadkością, a zrozpaczeni żebracy nierzadko uciekali się do przemocy. Kobiety bały się chodzić samotnie ulicami i gościńcami. Wiele dziewcząt uciekło, aby przyłączyć się do band złodziei i kłusowników. Po jakimś czasie wracały do domów — ponure, posiniaczone i brzemienne. Wśród wiejskich czarodziei i czarownic krążyły wieści, że i w ich fachu źle się dzieje: czary, które zawsze uzdrawiały, przestały leczyć; zaklęcia odnajdujące nie znajdowały niczego lub rzecz niewłaściwą; napoje miłosne doprowadzały mężczyzn do szału — nie wywoływały pożądania, lecz morderczą zazdrość. Pojawiło się wielu oszustów, którzy nie znając sztuki magii, nieświadomi jej praw i niebezpieczeństw wynikających z ich łamania, obiecywali ludziom cudowne bogactwa zdrowie, a nawet nieśmiertelność.
