Ivy, czarownica z wioski, z której pochodziła Goha, wspominała o tajemniczym osłabieniu magii, a potwierdzał to Beech, czarodziej z Yalmouth. Był to przenikliwy i skromny mężczyzna, który pomógł Ivy złagodzić ból i wyleczyć oparzenia Therru. Powiedział wtedy do Gony:

— Myślę, że czas, w którym zdarzają się takie rzeczy jak te, musi być czasem upadku. Ileż stuleci minęło, odkąd w Havnorze był król? To nie może tak trwać. Musimy się zjednoczyć albo będziemy zgubieni, bo wystąpimy przeciwko sobie — wyspa przeciwko wyspie, człowiek przeciwko człowiekowi, ojciec przeciwko dziecku… — Popatrzył na nią nieco nieśmiało bystrym, przenikliwym wzrokiem. — Pierścień Erreth-Akbego został zwrócony Wieży Havnor — rzekł. — Wiem, kto go tam przywiózł… To był niewątpliwie znak nadejścia nowej ery! Lecz nie wykorzystaliśmy tego. Nie mamy króla. Nie jesteśmy razem. Musimy odnaleźć nasze serce, naszą siłę. Może Arcymag zacznie wreszcie działać… — I po chwili dodał tonem wyjaśnienia: — Ostatecznie, pochodzi z Gontu. Nie nadeszła jednak wieść o żadnym czynie Arcymaga ani o jakimkolwiek następcy Tronu w Havnorze, a sprawy szły coraz gorzej. Dlatego więc Goha odczuła strach, a zarazem wściekłość, gdy zobaczyła, jak czterej mężczyźni ustawiają się po obu stronach drogi. Z pochyloną głową, Therru szła blisko Gony, nie chwyciła jej jednak za rękę.

Jeden mężczyzna, z czarnymi wąsami opadającymi na usta, wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu.

— Hej, tam! — zaczął, ale Goha mu przerwała.

— Precz z mojej drogi! — krzyknęła, unosząc swój olchowy kij, jakby była to laska czarodzieja. — Idę do Ogiona! — Zdecydowanym krokiem przeszła między mężczyznami, a Therru truchtem biegła obok niej. Mężczyźni stanęli bez ruchu. Być może imię Ogiona wciąż jeszcze miało w sobie moc, czy też miała ją Goha albo dziewczynka. Kiedy minęły mężczyzn, jeden z nich powiedział: „Widzieliście to?” — splunął i uczynił znak odwracający urok.



12 из 194