Był to młody Chorwat z sił HVO, jasnowłosy, wysoki, z oczami ani otwartymi, ani zamkniętymi, którego twarz i mundur, pokryte białym pyłem, upodobniły się do otoczenia. Kiedy spada bomba, zawsze podnosi się kurz i jesteś cały pokryty pyłem, bo kiedy leżysz zabity, nikt już się nie troszczy, żeby cię z niego otrzepać. Bomby unoszą pył i żwir, i odłamki, zabijają cię, a potem leżysz jak ten chorwacki żołnierz, opuszczony i samotny, w przydrożnym rowie niedaleko mostu w Bijelo Polje. Bo zabici poza tym, że są nieruchomi, są jeszcze samotni. Nie ma nic równie samotnego jak zabity. O tym wszystkim myślał Barles, kiedy Marquez kończył ujęcie.


Przeszedł kilka kroków drogą w kierunku mostu. Krajobraz byłby przyjemny, gdyby nie płonące dachy pośród drzew po drugiej stronie rzeki i czarny dym snujący się między niebem a ziemią. Z tej strony rzeki skarpa sięgała aż do brzegu lasu, po lewej widać było podtopione pola i drogę, która skręcała sto metrów dalej przy zagrodzie, gdzie stał ich nissan. Most miał starą metalową konstrukcję, cudem nietkniętą przez trzy lata wojny – wielkie stalowe łuki podtrzymywały kładkę. Barlesowi przypominał podobny most, tyle że aluminiowy, który miał jako dziecko w komplecie kolejki elektrycznej.

Całe rano przechodzili przez most uchodźcy uciekający przed muzułmańską ofensywą na Bijelo Polje: najpierw jechały samochody załadowane ludźmi z walizkami i tobołkami, potem wozy konne, wiozące brudne i przestraszone dzieci; na końcu, za ostatnimi cywilami uciekającymi pieszo, szli zmęczeni żołnierze, o nieobecnym zagubionym spojrzeniu, którym było już wszystko jedno, czy idą naprzód, czy się cofają. Wreszcie ostatnia grupa: trzech czy czterech biegnących, z sił HVO. Potem jeszcze jeden, podtrzymujący kulejącego rannego. Za nimi samotny mężczyzna, zapewne oficer, który poobrywał sobie dystynkcje, trzymający kałasznikowa i dwa puste magazynki w lewej ręce.



2 из 78