Marquez nakręcił ich wszystkich, jak przechodzili; kiedy oficer zobaczył nalepkę TVE na kamerze, zbluzgał go po chorwacka- Ti-Vi-Ei jebenti mater, czyli – w luźnym tłumaczeniu – pieprzyć kurwę twoją mać. Na północy Bośni żołnierze HVO już nie podnosili palców na znak V ani nie poklepywali po plecach kamerzystów telewizyjnych. Tak bywało dawno temu, w czasach Vukovaru i Osijeka, kiedy Chorwaci jeszcze byli bohaterami pozytywnymi, ofiarami napaści, a Serbowie jedynymi szwarccharakterami. Teraz wszyscy okazali się mniej lub bardziej ubłoceni – po obu stronach odkopywano zbiorowe groby i wszyscy mieli sporo spraw do ukrycia. Jebenti mater czy jebenti maiku – obie wersje różniły się tylko tym, kto wspomina twoją matkę. W miarę jak wojny przedłużają się, a ludziom zaczynają gnić dusze, dziennikarze stają się coraz mniej mile widziani. Z kogoś, kto pokazuje cię w telewizji dziewczynie i znajomym, zmieniasz się w niewygodnego świadka. Jebenti mater.


Barles zatrzymał się dwadzieścia metrów przed mostem: bezpieczna odległość, z której mógł dostrzec skrzynki materiału wybuchowego przylepione do filarów i butle z butanem, mające wzmocnić siłę eksplozji. Kable detonacyjne opadały po skarpie aż do granicy lasu, w którym ukryli się saperzy HVO po umieszczeniu ładunków na moście. Nie widział ich, ale na pewno tam byli, oczekując najlepszego momentu, żeby go wysadzić. "W sztabie głównym w Cerno Polje, mimo niechęci do słowa “wycofywanie", pewien kapitan wyjaśnił Barlesowi sprawę podstawową:

– Przede wszystkim nie przechodźcie przez most. Ryzykujecie pozostaniem na drugim brzegu.

Takie miejsca jak to w slangu zawodowym nazywane są terytorium Komanczów. Dla korespondenta wojennego to jest właśnie to miejsce, gdzie instynkt każe zatrzymać samochód i zawrócić. Drogi są tam puste, a domy obrócone w osmalone ruiny, i zawsze wygląda tak, jakby zaraz miał zapaść zmrok; idziesz przyklejony do muru, w kierunku padających w oddali strzałów i słyszysz chrzęst swoich kroków na potłuczonym szkle. Na wojnie ziemia zawsze pokryta jest potłuczonym szkłem. Terytorium Komanczów to jest to miejsce, gdzie słyszysz, jak szkło trzeszczy pod butami, i choć nikogo nie widzisz, wiesz, że jesteś obserwowany. To tam, gdzie nie widzisz luf, ale lufy widzą ciebie.



3 из 78