
Barles zatrzymał się dwadzieścia metrów przed mostem: bezpieczna odległość, z której mógł dostrzec skrzynki materiału wybuchowego przylepione do filarów i butle z butanem, mające wzmocnić siłę eksplozji. Kable detonacyjne opadały po skarpie aż do granicy lasu, w którym ukryli się saperzy HVO po umieszczeniu ładunków na moście. Nie widział ich, ale na pewno tam byli, oczekując najlepszego momentu, żeby go wysadzić. "W sztabie głównym w Cerno Polje, mimo niechęci do słowa “wycofywanie", pewien kapitan wyjaśnił Barlesowi sprawę podstawową:
– Przede wszystkim nie przechodźcie przez most. Ryzykujecie pozostaniem na drugim brzegu.
Takie miejsca jak to w slangu zawodowym nazywane są terytorium Komanczów. Dla korespondenta wojennego to jest właśnie to miejsce, gdzie instynkt każe zatrzymać samochód i zawrócić. Drogi są tam puste, a domy obrócone w osmalone ruiny, i zawsze wygląda tak, jakby zaraz miał zapaść zmrok; idziesz przyklejony do muru, w kierunku padających w oddali strzałów i słyszysz chrzęst swoich kroków na potłuczonym szkle. Na wojnie ziemia zawsze pokryta jest potłuczonym szkłem. Terytorium Komanczów to jest to miejsce, gdzie słyszysz, jak szkło trzeszczy pod butami, i choć nikogo nie widzisz, wiesz, że jesteś obserwowany. To tam, gdzie nie widzisz luf, ale lufy widzą ciebie.
