
– Nam? Skąd? – roześmiał się Goram. – Przydzielono nam najłatwiejszy z możliwych teren. Żadnych trudności. Na północ, wzdłuż wybrzeży Oceanu Lodowatego, rozciąga się tylko tundra z małymi osadami tu i ówdzie. To wielka radość móc zapewnić samotnym plemionom trochę lepszą wegetację. Poza tym nie uważam, by oni sami potrzebowali zbyt wiele eliksiru. To ludzie z natury dobrzy. Nie, nie napotykamy żadnych problemów.
Taką wiadomość Goram przekazał Ramowi. Ale działo się to, zanim dotarli do wybrzeży Morza Karskiego.
Często lądowali, by odwiedzić samotnie położone wioski, dowiedzieć się, jak ludzie tam żyją i czy im czegoś nie potrzeba. Mieszkały tu liczne plemiona, często blisko spokrewnione z Rosjanami, zawsze jednak można było odnaleźć jądro pierwotnej kultury. Byli to Czukcze i Jakuci, Ostiacy i wiele, wiele innych. Niektórzy prowadzili osiadły tryb życia w osadach z normalnymi domami, wielu jednak utrzymywało się z hodowli półdzikich reniferów, polowania i rybołówstwa. Ci skarżyli się często, że tak wiele gatunków zwierząt wyniszczono, a wtedy Dolg im obiecywał, że niedługo będzie lepiej.
Tubylcy przyjmowali gości spadających jakby z nieba niezwykle serdecznie, chcieli pożyczać swoje żony Dolgowi i Goramowi, sami zaś pragnęli kupić od nich Lilję. Proponowali za nią różne rzeczy, na przykład skórzaną kurtkę. Albo trzy cielaki renifera. Najwyższą cenę oferował mężczyzna z małego domku, tak się zachwycił piękną blondynką, że chciał za nią dać całe stado reniferów.
Dolg musiał za każdym razem używać wszystkich swoich umiejętności dyplomatycznych, by wyperswadować gospodarzom ten handel, a wtedy Goram oddychał z ulgą.
