Gdy jednak on sam, Goram, wysiewał najpiękniejsze, bardzo szybko rosnące kwiaty przed jurtami i ziemiankami oraz sadził wielkie ilości wszelkich warzyw, zdobywał wdzięczność i serca kobiet.

Pytanie, skąd obcy przybywają, było poniżej godności ludzi z północnych plemion. Dolg jednak przedstawił im wyjaśnienia, które przyjęli bez dalszych dociekań.

Gdyby wszyscy ludzie na Ziemi byli tacy jak oni, myśleli więc sobie owi obcy, wsiadając do gondoli, by odlecieć dalej.

Odwiedzili po drodze małą wioskę na wschód od półwyspu Tajmyr i kontynuowali drogę na zachód, gdy Goram coś zauważył.

Zwrócili uwagę, że przed jedną z chat panuje jakiś niepokój. Dziedziniec pełen był ludzi, najwyraźniej przybyszów.

– Dolg, tam trwa chyba międzyplemienna kłótnia! Widocznie jacyś obcy wdarli się na nie swoje terytorium.

– Chyba masz rację. O ile pamiętam, tu powinni mieszkać Jurat – Samojedzi – mruknął Dolg.

– To się musiało stać całkiem niedawno. Dolg, oni się boją! Szczerze mówiąc, są śmiertelnie przestraszeni!

– Chyba powinniśmy zapytać, o co tam chodzi.

– A ci Samojedzi, czy oni nie mieli czegoś wspólnego z Ludźmi Lodu? Z Shirą?

– Tak, rzeczywiście. Shira pochodzi z Jurat – Samojedów. Wkrótce będziemy na ich terytorium.

Goram oglądał się za znikającym w oddali małym rybackim osiedlem nad brzegiem Oceanu Lodowatego.

– Mnie się zdaje, że oni tam zebrali się wszyscy – powiedział.

– No, to liczne plemię rozproszone na ogromnych terenach, na zachodzie ich osiedla sięgają Morza Białego – uśmiechnął się Dolg.

Lilja nie znała dokładnie całej historii Ludzi Lodu. Goram również nie. Wobec tego Dolg, który przecież także nie był spokrewniony z Ludźmi Lodu, ale przynajmniej czytał kroniki Gabriela, opowiedział im w wielkim skrócie historię Shiry i Mara.

– Oni powinni być teraz z nami – stwierdziła Lilja rozmarzonym głosem.



15 из 163