Siedziała tak blisko Gorama, że mogła czuć ciepło jego ciała.

– Masz rację – zgodził się Dolg. – Może powinniśmy ich wezwać. Jeśli nie…

Długie milczenie sprawiło, że Lilja i Goram równocześnie zadali pytanie. Dolg ocknął się, ale nie odpowiedział. Wpatrywał się w ziemię, nad którą lecieli.

– Tam, w dole, płynie rzeka Jenisej – pokazał. – Ale czy nie zauważyliście, że dzieje się coś szczególnego z tundrą pod nami?

Był dzień. Doszli do wniosku, że nie muszą już latać tylko nocą, w tych słabo zaludnionych okolicach była to najzupełniej zbędna ostrożność.

– Taaak – wykrztusiła Lilja. – Śnieg jest czarny.

– No właśnie, zresztą ziemia, gdzie nie ma śniegu, również.

– A tak być nie powinno – stwierdził Goram.

– Może właśnie dlatego mieszkańcy tych okolic przenieśli się dalej… – zastanawiała się Lilja.

– To samo sobie pomyślałem – przytaknął Dolg. – Tutaj musi być trudno wykarmić renifery.

Lilja siedziała i rozkoszowała się myślą, że Dolg jest tego samego zdania co ona. Coś takiego bardzo nieśmiałemu człowiekowi poprawia nastrój i zwiększa zaufanie do siebie.

Goram miał się znacznie gorzej. Ona jest tak blisko…

Święte Słońce, modlił się w duchu. Ja naprawdę chcę ci służyć. Ale ona tutaj jest. A ja tak strasznie pragnę ją ochraniać, przytulić do siebie, poczuć ciepło jej skóry. Pomóż mi, Święte Słońce, nie potrafię znaleźć wyjścia z tej sytuacji, serce mi się kraje, kiedy pomyślę… Nigdy bym nie przypuszczał, że tęsknota może być taka silna, taka głęboka! Pomóż mi przetrwać tę wyprawę tak, by moje zobowiązania wobec ciebie nie zostały naruszone!

Nie potrafił się jednak powstrzymać od jeszcze jednej pokornej prośby: I daj, żeby ta wyprawa nigdy nie miała końca!

4

Im dalej na zachód się posuwali, tym bardziej przekonywali się, że czarne plamy na śniegu w tundrze to zaledwie początek. Czarna powłoka stawała się coraz gęstsza, pokrywała równomiernie każdy kawałek ziemi, zanieczyszczała rzeki, czyniła tę część świata nie nadającą się do zamieszkania.



16 из 163