Móri i Berengaria zwrócili uwagę na to, że Goram zrobił się milczący i zamyślony.

– Nie chcesz się zamienić? – zapytał Móri cicho.

– Nie chcę. A zarazem bardzo bym chciał. Świetnie się tu z wami czuję…

– My z tobą też! – wykrzyknęli oboje.

Goram mówił dalej:

– No i staram się trzymać z daleka od Lilji. Ale nie mogę dopuścić, by miała takie problemy, żeby ktoś ją traktował w ten sposób.

Czekali. Goram spoglądał gdzieś w dal ponad andyjskim płaskowyżem, w jego oczach widzieli rozpacz.

– Gdzie oni się teraz znajdują? – zapytał w końcu.

Móri odetchnął z ulgą.

– Odpowiadają za północne tereny podbiegunowe, to znaczy za Alaskę, duże obszary Kanady, Syberię i tak dalej, dookoła kuli ziemskiej. To bardzo zimna przyjemność.

– Zimno zniosę. Ale…

Nie dokończył, jakby się wahał, a wtedy Móri wtrącił:

– Akurat w tej chwili znajdują się w Kanadzie, mógłbyś wykorzystać okazję, to stosunkowo niedaleko!

Wyraz twarzy Gorama powiedział im, że podjął decyzję.


Wrócili do bazy rakietowej. Wkrótce przybył tam dość z siebie zadowolony Armas w swojej małej gondoli. Goram miał podróżować własną. Móri i Dolg dyplomatycznie wytłumaczyli Armasowi, że właśnie Móriemu potrzebne są jego specjalne zdolności, by mógł wypełnić powierzone mu zadanie. Syn Obcego przyjął to bez zastrzeżeń, ale nie bardzo ucieszyła go perspektywa współpracy z Berengaria.

– Ona za mną lata – wyznał szeptem Móriemu, kiedy Berengaria znajdowała się na tyle daleko, by tego nie słyszeć.

– Berengaria? Cóż za głupstwa – zaprotestował Móri. – Mogę cię zapewnić, że ona ma zupełnie inne zainteresowania.



6 из 163