
Wybuchnęli śmiechem na tę złośliwość, ale po chwili, znowu poważnie, do Nowickiego dołączył Tomek:
– To prawda, że najeźdźcy rządzą się tutaj jak u siebie. Od najazdu perskiego, czyli przez prawię dwa i pół tysiąca lat, w Egipcie panoszą się cudzoziemcy. Deptali tę ziemię Etiopowie, Hyksosi, Asyryjczycy, Babilończycy, Persowie, Grecy, Rzymianie, Turcy, Francuzi, a obecnie rządzą znienawidzeni przez Egipcjan Brytyjczycy.
– Coś mi się wydaje, że ci długo już tu nie zabawią – zauważył Nowicki. – Coraz głośniej mówi się o Egipcie dla Egipcjan.
– Lada chwila może dojść do wybuchu – powiedział Tomek. – Egipcjanie pokazali już pazury trzydzieści lat temu.
– Trzydzieści lat temu, mówisz? Zaraz, zaraz… Czy masz na myśli powstanie Arabiego Paszy?
– Tak, był to przecież bunt przeciwko panowaniu Brytyjczyków
– Wtedy miałem jeszcze mleko pod nosem, ale przypominam sobie dramatyczne sprawozdania w gazetach. W Kairze i Aleksandrii zginęło kilkudziesięciu Europejczyków, a konsul brytyjski został ciężko ranny. Rabowano sklepy, podpalano domy. Wtedy Anglicy ostrzelali Aleksandrię z dział okrętowych i stłumili powstanie, ale dziś ziemia coraz bardziej im się tu pali pod stopami.
– Egipcjanie nie lubią Anglików i trudno im się dziwić. Któż by kochał najeźdźców!
– No, my właściwie mamy paszporty angielskie – przypomniał Nowicki. – Dlatego radziłem nie rzucać się w oczy Egipcjanom podczas włóczęgi po egipskich zakamarkach.
– Moi drodzy, myślę, że przesadzacie z niebezpieczeństwem -wtrąciła Sally. – W tym przebraniu tak wyglądacie na Arabów, że wręcz czekam, kiedy zaczniecie nosić dywaniki, na których klęka się do modlitwy. Mnie dajcie jednak spokój, nie będę sobie zasłaniała twarzy na ulicy.
– Nie bądź naburmuszona, sikorko! – wesoło rzekł Nowicki. – Jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać jak i one! A co do maharani Alwaru – niby to obrażony zamruczał – to pewnie i ty byś się jej w pas kłaniała, choćby dlatego, że darzyła nas, Polaków, a… zwłaszcza jednego, wielkim sentymentem.
