— Nie wyczuł niczego przypominającego subtelną emanację charakterystyczną dla istot inteligentnych. Wspomniał tylko o aurze głodu i prymitywnej, zwierzęcej zajadłości. Otaczała całą planetę i była tak silna, że nasz empata musiał cały czas brać środki uspokajające. Owszem, tak silne promieniowanie tła mogło tłumić sygnały rozumnego życia. Ostatecznie na każdej planecie inteligentne istoty to tylko promil całego życia…

— Rozumiem — mruknął rozczarowany Conway. — A co z lądowaniem?

Kapitan wybrał okolicę o suchym, jakby skórzastym podłożu, które wydawało się twarde i całkiem martwe. Chodziło o to, by przyziemiający statek nie wyrządził szkód miejscowym formom życia, rozumnym czy nie. Wylądowali gładko i przez jakieś dziesięć minut nic się nie działo. Potem skórzasta materia ustąpiła pod naciskiem podpór i statek zaczął z wolna osiadać. Najpierw wytworzyło się pod nimi zagłębienie, później zaś krater o pionowych ścianach, które zaczęły naciskać na teleskopowe podpory. Po jakimś czasie mechanizm podwozia poddawał się już z trzaskiem, jakby ktoś rozdzierał metalową konstrukcję na części.

Nagle zaczęto w nich ciskać kamieniami. Harrison miał wrażenie, jakby Descartes wylądował na czynnym wulkanie. Hałas był ogłuszający, tak więc musieli włożyć skafandry i podkręcić głośniki w hełmach. Wtedy też otrzymał rozkaz, by przed startem sprawdzić stan techniczny rufy…

— Robiłem przegląd przestrzeni między zewnętrznym a wewnętrznym kadłubem w pobliżu dysz, gdy znalazłem dziurę — ciągnął pospiesznie porucznik. — Miała jakieś siedem centymetrów średnicy, a gdy zacząłem ją łatać, odkryłem, że jej krawędzie są namagnetyzowane. Nie skończyłem jeszcze, gdy kapitan postanowił startować. Ściany krateru napierały coraz silniej na jedną z podpór. Dał nam pięciosekundowe ostrzeżenie… — Harrison urwał, jakby chciał sobie coś przypomnieć. — W sumie nie było to niebezpieczne. Startowaliśmy z przeciążeniem półtora g, bo nie wiedzieliśmy, czy krater to wytwór jakiejś inteligencji, choćby i wrogiej, czy też otwór gębowy nie znanego nam żarłocznego potwora. Nie chcieliśmy niepotrzebnych zniszczeń. Gdybym zdążył się ustawić, wszystko byłoby w porządku. Ale te skafandry krępują ruchy, a pięć sekund to mało. Zdążyłem chwycić się czegoś i szukałem miejsca, aby zaprzeć stopę. Nawet je znalazłem i dotknąłem podeszwą, ale…



23 из 168