
Oczywiście nikt nie chciał zrobić mu krzywdy — za bardzo go lubiano. Dzięki szczególnym cechom umysłu zawsze wiedział, jak odnosić się do innych. Czynił to dla własnego dobra — jak każdy empata cierpiał, czując cudze cierpienie, pragnął zatem oszczędzić sobie bólu. Dlatego musiał nieustannie kłamać, żeby uniknąć nieuprzejmości i odbierania nieprzyjemnych bodźców z otoczenia.
Wyjątkiem były te chwile, gdy w ramach obowiązków zawodowych musiał znosić ból i gwałtowne emocje pacjentów. Albo gdy chciał pomóc przyjacielowi.
— Sam nie wiem, czego szukam. Jeśli jednak było coś niezwykłego w zachowaniach albo odczuciach Mannona czy towarzyszącego mu personelu… — rzekł Conway i zamilkł, czekając na relację.
Drżąc od wspomnień emocjonalnej zawiei, która dwa dni wcześniej przetoczyła się przez widoczną w dole salę operacyjną Hudlarian, Prilicla opisał, jak to wyglądało na początku. Nie przyjął hipnotaśmy fizjologicznej FROB-ów, nie mógł więc dogłębnie śledzić stanu pacjenta, jednak ten był znieczulony i nie przejawiał prawie żadnej aktywności umysłowej. Mannon i jego personel byli skoncentrowani na swoim zadaniu i nie myśleli prawie o niczym innym. A potem nagle starszy lekarz Mannon miał ten… wypadek. Właściwie zaś było to pięć osobnych incydentów.
Prilicla zaczął drżeć gwałtownie.
— Przykro mi… — mruknął Conway.
— Nie wątpię — odparł pająkowaty i podjął opowieść.
Pacjenta poddano częściowej dekompresji, żeby ułatwić dostęp do poła operacyjnego. Wiązało się to z ryzykiem zaburzeń tętna i ciśnienia krwi Hudlarianina, ale Mannon udoskonalił całą procedurę, aby maksymalnie zmniejszyć niebezpieczeństwo. Choć musiał pracować o wiele szybciej, z początku wszystko szło jak należy.
