Dolgo zwierzył mu się ze swej tęsknoty za Elivevą. Mógł się na to poważyć, wiedział, że Gabriel go zrozumie. I rzeczywiście, tak się stało.

– Ja także tęsknię – wyznał cicho. – Nigdy nie pogodzę się z utratą Gro i mego jedynego syna. To takie dziwne, Dolgo. Gro była taka drobna, sięgała mi ledwie do ramion, a chłopiec jeszcze mniejszy, dziecko. Jak tacy maleńcy ludzie, maleńcy także we wszechświecie, mogą pozostawić po sobie tak ogromną pustkę?

Dolgo ze smutkiem skinął głową.

– Dobrze wiem, co masz na myśli. Ale nie troskaj się o swoje córki. Są wspaniałe, obie, naprawdę.

Gabriel słuchał takich słów z przyjemnością. Roześmiał się nie bez czułości w głosie.

– Szkoda, że nie słyszałeś, jak kiedyś Miranda dyskutowała z Bodil. No tak, nigdy nie spotkałeś Bodil, och, ona była taka… Ech!

– Wiem – odpowiedział Dolgo. – Ojciec mi o niej opowiadał.

Gabriel nie chciał pamiętać, jaki okazał się głupi, o mały włos nie dając się omotać tej pięknej, lecz jakże wyrachowanej pannie. Podjął, siląc się na wesołość:

– No cóż, szkoda, że nie słyszałeś Mirandy. Dyskutowały… a raczej się kłóciły, to lepsze słowo… o to, jak kiedyś będą mieszkać, jakie będą mieć domy. Bodil wystąpiła ze wszystkimi wytartymi sloganami o luksusie i komforcie, a Miranda rozmarzonym głosem opowiadała o psach i innych zwierzakach, które z nią zamieszkają. Bodil warknęła na to, że ona do swego domu nigdy psa nie wpuści, bo to brudne stworzenia i robią tylko nieporządek. Owszem, mogłaby mieć jakiegoś eleganckiego charta, trzymałaby go na przykład w stajni. Miranda wpadła w furię. „Jeśli mój pies nie będzie mógł się swobodnie poruszać po domu, to nie chcę wcale żadnego domu!” krzyknęła ze złością. Nie powiedziała „nie chcę psa”, tylko „nie chcę domu”.



7 из 186