
Dolgo odchylił się do tyłu i wybuchnął głośnym śmiechem.
– Jakie to typowe dla Mirandy – zachwycił się ciepło.
– Prawda? Różnica między nimi polega na tym, że, zdaniem Bodil, świat istnieje dla niej, Miranda natomiast uważa, że to ona istnieje dla świata.
Dolgo spoważniał.
– To wielka, zasadnicza różnica.
W łagodnym cieple nocy przeszedł go dreszcz. Po raz kolejny w jego wnętrzu zabrzmiała przestroga: „Uważaj! Coś się stało lub stanie się wkrótce. Ktoś znajdzie się w niebezpieczeństwie. Gdzieś czai się zło, oszustwo, zdrada”.
W Królestwie Światła? To nie do pomyślenia!
Gabriel obserwował syna czarnoksiężnika ze zdziwieniem. Patrzył na niemal niesamowitą w swej piękności twarz o bladości kości słoniowej i całkiem czarnych oczach, przywodzących na myśl przedstawiane niekiedy na obrazach stworzenia z podziemnego świata. To krew Lemurów, płynąca w żyłach Dolga, dała mu takie oczy. A Lemurowie odziedziczyli je po Obcych… Wszystko to czyniło zeń czarodziejską, lecz jakże kochaną istotę. Samotną. Na miłość boską, jakiż samotny jest ten chłopak, pomyślał Gabriel, zdjęty przerażeniem. Tak bardzo chciało się uczynić coś dla Dolga, ale co? Co można zrobić dla osoby obdarzonej nadludzką mocą, którą wykorzystuje wyłącznie w służbie dobra?
Jedyne, co można zaproponować temu niezwykle silnemu, a zarazem bezgranicznie samotnemu człowiekowi, to przyjaźń.
– Co z tobą, Dolgo? – cicho spytał Gabriel. – Wydajesz się taki zatroskany.
– Owszem – odparł syn czarnoksiężnika. – Coś się dzieje, Gabrielu. Coś niedobrego. I nie potrafię stwierdzić, co.
– Chodźmy z tym do Marca – zaproponował Gabriel.
Dolgo zastanowił się.
– Tak, dobry pomysł. Ale nie teraz. Zaczekamy, aż nadejdzie ranek. Całe Królestwo Światła teraz śpi.
Nie było to prawdą, bo znalazły się co najmniej dwa nocne marki.
Zabawnie było zapraszać Indrę na późnowieczorną herbatę lub inny poczęstunek. Nikt nie zajadał ciastek z taką lubością jak ona.
