
Sporo ludzi sławnych w owym czasie pomarło. Ha, pewno i urodziło się wielu, ale jakoś tak jest, że daty narodzin dziwnym trafem w kronikach się nie zapisują i za cholerę nikt ich nie pamięta, za wyjątkiem może matek i za wyjątkiem tych przypadków, gdy noworodek miał dwie głowy albo dwa przynajmniej kutasy. A jeśli zgon, ha, to data pewna, jakby w kamieniu ryta.
W 1421 tedy roku, w poniedziałek po Niedzieli Śródpostnej, dożywszy zasłużonych lat sześćdziesięciu zmarł w Opolu Jan apellatus Kropidło, książę krwi piastowskiej i episcopus wloclaviensis. Przed śmiercią uczynił był na rzecz miasta Opola donację sześciuset grzywien. Mówią, że część tej kwoty ostatnią wolą umierającego poszła na słynny opolski zamtuz „U Rudej Kundzi”. Z usług tego przybytku, mieszczącego się na tyłach klasztoru Braci Mniejszych, biskup hulaka korzystał do samej śmierci – nawet jeśli pod koniec życia już tylko jako obserwator.
Latem zaś – dokładnej daty nie pomnę – roku 1422 umarł w Vincennes król angielski Henryk V, zwycięzca spod Azincourt. O dwa miesiące go jeno przeżywszy, umarł król Francji, Karol VI, już od lat pięciu zupełnie pomylony. Korony zażądał syn szaleńca, delfin Karol. Ale Anglicy nie uznali jego praw. Sama przecie matka delfina królowa Izabela, już dawno ogłosiła go bękartem poczętym w niejakim oddaleniu od łoża małżeńskiego i z mężczyzną zdrowym na umyśle. A że bękarty tronu nie dziedziczą, prawowitym władcą i monarchą Francji został Anglik, syn Henryka V, mały Henryś, dziewięć sobie jeno liczący miesięcy. Regentem we Francji został wuj Henrysia, John Lancaster, książę Bedford. Ten pospołu z Burgundami trzymał Francję północną – z Paryżem – południe zaś dzierżył delfin Karol i Armaniacy. A pomiędzy dziedzinami psy wyły wśród trupów na pobojowiskach.
