
W roku zaś 1423, w dzień Zielonych Świątek, zmarł w zamku Peniscola niedaleczko Walencji Piotr de Luna, papież awinioński, wyklęty schizmatyk, aż do samej śmierci, wbrew uchwałom dwóch soborów – tytułujący się Benedyktem XIII.
Z innych, co w tamte lata pomarli, a o których pamiętam, umarł Ernest Żelazny Habsburg, książę Styrii, Karyntii, Krainy, Istrii i Triestu. Umarł Jan Raciborski, książę krwi piastowskiej i przemyślidzkiej zarazem. Umarł młodo Wacław, dux Lubiniensis, umarł książę Henryk, wespół z bratem Janem pan na Ziębicach. Umarł na obczyźnie Henryk dictus Rumpoldus, książę Głogowa i landwójt Górnych Łużyc. Umarł Mikołaj Trąba, arcybiskup gnieźnieński, mąż zacny i umny. Umarł w Malborku Michał Kuchmeister, mistrz wielki Zakonu Najświętszej Marii Panny. Umarł także Jakub Pęczak zwany Rybą, młynarz spod Bytomia. Ha, przyznać trzeba, że krzynę mniej sławny i znany od wyżej wymienionych, ale z tą nad nimi przewagą, żem go znał osobiście i nawet pijał z nim. A z owymi wcześniej wymienionymi – jakoś nie trafiło się.
Ważne też wydarzenia i w kulturze podówczas zachodziły. Kazał natchniony Bernardyn ze Sieny, kazali Jan Kanty i Jan Kapistran, nauczali Jan Gerson i Paweł Włodkowic, pisali uczenie Krystyna de Pisań i Tomasz Hemerken a Kempis. Pisał swą kronikę wielce piękną Wawrzyniec z Brzezowej. Malował ikony Andrzej Rublow, malował Tomaso Masaccio, malował Robert Campin. Jan van Eyck, malarz króla Jana Bawarskiego, tworzył dla katedry świętego Bawona w Gandawie „Ołtarz Baranka Mistycznego”, poliptyk wcale piękny, zdobiący ninie kaplicę Jodocusa Vyda. We Florencji mistrz Pippo Brunelleschi ukończył stawianie przecudnej kopuły nad czterema nawami kościoła Marii Panny Kwiecistej. A i my na Śląsku nie gorsi – u nas pan Piotr z Frankensteinu zakończył w mieście Nysa budowę wielce okazałego kościoła pod wezwaniem świętego Jakuba. To całkiem stąd, z Milicza, niedaleko, kto nie był i nie widział, ma okazję być i zobaczyć.
