
– Tym bardziej – potwierdził kiwnięciem głowy burmistrz – że Reinmar z Bielawy to szlachcic, a Adela Sterczowa to szlachcianka. Jego nie możemy wychłostać ani jej jak byle gamratkę z miasta wyświęcić. Sprawa musi iść przed księcia.
– Spieszyć się z tym nie należy – ocenił, patrząc w sufit, proboszcz Jakub Gall. – Książę Konrad wyjeżdża do Wrocławia, przed wyjazdem bez liku spraw ma na głowie. Plotki, jak to plotki, zapewne już do niego dotarły, ale nie czas, by plotki te uoficjalniać. Dość będzie sprawę księciu przedłożyć, gdy wróci. Do tego czasu wiele samo może się rozwiązać.
– Też tak uważam – kiwnął znowu głową Bartłomiej Sachs.
– I ja – dodał złotnik.
Jan Hofrichter poprawił kuni kołpak, zdmuchnął pianę z kufla.
– Księcia – orzekł – informować póki co nie stoi, zaczekamy, aż wróci, w tym zgadzam się z wami, szanowni. Ale Święte Oficjum powiadomić mus nam. I to szybko. O tym, cośmy u medykusa w pracowni znaleźli. Nie kręćcie głową, panie Bartłomieju, nie róbcie min, cny panie Łukaszu. A wy, wielebny, nie wzdychajcie i nie liczcie much na powale. Tak mi do tego pilno jako i wam, tak samo pragnę tu Inkwizycji jak i wy. Ale przy otwarciu pracowni było wiele osób. A gdzie jest wiele osób, tam zawsze, wielce odkrywczy chyba nie będę, przynajmniej jeden się znajdzie taki, co Inkwizycji donosi. A gdy się zjawi w Oleśnicy wizytator, nas pierwszych zapyta, czemuśmy zwlekali.
– Ja zaś – proboszcz Gall oderwał wzrok od sufitu – zwłokę wyjaśnię. Ja, osobiście. Bo moja to fara i na mnie spoczywa obowiązek informowania biskupa i inkwizytora papieskiego. Do mnie też należy ocena, czy zaistniały okoliczności, wzywanie i trudzenie kurii i Oficjum uzasadniające.
