Kto tu za Menhartem z Hradca i Oldrzychem z Rożmberka, a kto za Hynkiem Ptaczkiem z Pirksztajnu i Janem Koldą z Żampachu. Kto tu komesa Spytka z Melsztyna stronnikiem, a kto biskupa Oleśnickiego partyzantem. Wcale mi nie tęskno do bicia, a przecie wiem, że oberwę, bom już razy kilka obrywał. Jak to, pytacie? A tak to: jeśli rzeknę, że w czasach, o których bajam, dzielni Czechowie husyci tęgo skroili kurtę Niemcom, w pył i proch rozbiwszy trzy kolejne papieżnickie krucjaty, ino patrzeć, jak wezmę po łbie od jednych. A powiem, że wonczas w bitwach pod Witkowem, Wyszehradem, Żatcem i Niemieckim Brodem zwyciężyli heretycy krzyżowców z pomocą diabelską, wezmą mnie drudzy i oćwiczą. Tedy milczeć mi wolej, a jeśli i co rzec, to z bezstronnością sprawozdawcy – sprawę zdać, jak to mówią, sine ira et studio, krótko, chłodno, rzeczowo i komentarza żadnego od siebie nie dobawiając.

Tak i krótko tedy powiem: jesienią roku 1420 odmówił król polski Jogajła przyjęcia korony czeskiej, którą mu husyci snębili. Umyślono w Krakowie, że koronę tę weźmie litewski dux Witold, któremu zawsze się królować chciało. Aby jednak króla rzymskiego Zygmunta ni papieża nie drażnić nadmiernie, posłano do Czech bratanka Witolda, Zygmunta, syna Korybutowego. Korybutowicz na czele pięciu tysięcy rycerzy polskich stanął w Złotej Pradze w roku 1422, na świętego Stanisława. Ale już wedle Trzech Króli roku następnego książątko na Litwę powrócić musiało – tak pieklili się o tę czeską sukcesję Luksemburczyk i Odo Colonna, wonczas Ojciec Święty Marcin V. I co powiecie? Już w 1424, we wigilię Nawiedzenia Marii był Korybutowicz w Pradze z powrotem. Tym razem już wbrew Jogajle i Witoldowi, wbrew papieżowi, wbrew rzymskiemu królowi. Znaczy, jako wywołaniec i banita. Na czele podobnych sobie wywołańców i banitów. I już nie w tysiące, jak wprzódy, lecz w setki jeno się liczących.

W Pradze zaś przewrót, jak Saturn, pożerał własne dzieci, a stronnictwo zmagało się ze stronnictwem.



5 из 542