W tymże roku 1422, w zapusty same, w grodzie Lida, z wielką pompą wyprawił swe gody stary Litwin, król polski Jogajła – poślubił Sonkę Holszańską, dziewicę kwitnącą i młodziuśką, lat siedemnastu, od siebie tedy więcej niż pół wieku młodszą. Jak mówiono, więcej ta dziewica urodą niźli obyczajami słynęła. No, tak i kłopotów potem siła z tego było. Zaś Jogajła, całkiem jakby przepomniał, jak młodą żonką cieszyć się trzeba, już latem wczesnym ruszył na panów pruskich, na Krzyżaków znaczy. Tym to samym nowemu – po Kuchmeistrze – mistrzowi wielkiemu Zakonu, panu Pawłowi z Russdorfu, już zarusiczko po objęciu urzędu przyszło z polskim orężem się poznajomić – i to srodze poznajomić. Jak tam w łożnicy u Sonki było, dociekać próżno, ale na to, by Krzyżakowi rzyć sprać, dość jeszcze był Jogajła dziarski.

Siła rzeczy ważnych także i w Czeskim Królestwie miejsce miało w tamtych czasach. Wielkie było tam poruszenie, wielki krwi przelew i nieustanna wojna. O czym nijak mi zresztą prawić… Wybaczyć raczcie dziadowi, wielmożni, ale strach ludzka rzecz, aprzychodziło już po karku brać za niebaczne słowo. Na waszych przecie jakach, panowie, polskie Nałęcze widzę i Habdanki, a na waszych, szlachetni Czesi, koguty panów z Dobrej Wody i strzały rycerzy ze Strakonic… A wyście, Marsowy mężu, przecie Zettritz, po głowie żubrzej w herbie miarkuję. A waszych, panie rycerzu, skośnych szachownic i gryfów nawet umiejscowić nie potrafię. Nie da się też wykluczyć, czy ty, fratrze z zakonu świętego Franciszka, nie donosisz Świętemu Oficjum, a że wy, bracia od świętego Dominika, donosicie, to raczej pewne. Tak tedy sami baczycie, że nijak mi w tak międzynarodowym i zróżnicowanym towarzystwie o czeskich sprawach bajać, nie wiedząc, kto tu za Albrechtem, a kto za polskimi królem i królewiczem.



4 из 542