

Andrzej Sapkowski
Trylogia o Reynevanie – Lux perpetua
Dies irae, dies illa,
solvet saeculum in favilla,
teste David cum Sibylla…
Dzień ów gniewu się nachyla, gdy w proch wieki zmiecie chwila, świadkiem Dawid i Sybilla. Będzie strach tam, będzie drżenie, przyjdzie Sędzia sądzić ziemię. Trąba wyda głos dokoła, gdzie kto gnił w mogilnych dołach, wszystkich do stóp tronu zwoła…
Tararara, tararara, tararara dum, dum, dum…
Lacrimosa dies illa,
quo resurget ex favilla
iudicandus homo reus
huic ergo parce Deus [1].
Oj, ojojoj, przybliża się, moi panowie i mili słuchacze, przybliża się dzień gniewu, dzień nieszczęsny, dzień łez. Przybliża się Dzień Sądu i kary. Jako stoi w liście Janowym: Antichristus venit, unde scimus quoniam novissima hora est. Nadchodzi, nadchodzi Antychryst, nadchodzi ostatnia godzina. Zbliża się koniec świata i kres istnienia wszelakiego…
Innymi słowy: nie jest, kurde, dobrze.
Antychryst, moi panowie i mili słuchacze, ma być z pokolenia Dana.
W Babilonie się narodzi. Na końcu świata przyjdzie, półczwarta lata królować zdoła. W Jeruzalem świątynię pobuduje, mocą króle opanuje, a Kościół Boży zrujnuje. Na ognistym piecu jeździć będzie, dziwy-cuda czyniąc wszędzie. Pokazując swoje rany, zwiedzie wierne chrześcijany. Przybędzie z mieczem i ogniem, a siłą jego będzie bluźnierstwo, a ramieniem jego zaprzaństwo, a prawicą jego zagłada, a lewicą: mrok. Twarz jego jak dzikiego zwierza, czoło wysokie, brwi zrośnięte… Prawe oko jego jak gwiazda powstająca o świcie, lewe nieporuszone, jako u kota zielone, dwie, miasto jednej, źrenice mające. Nos jego jak otchłań, usta na łokieć, zęby na piędź. Palce jego jak żelazne kosy…
