
– A jeśli będę wam posłuszny, to co? Wbrew danej rodzicom obietnicy zwrócicie ją mnie?
– Tyś powiedział. I jakbyś zgadł.
– Dobra. Co mam zrobić?
– Alleluja – uniósł ręce Bożyczko. – Laetentur caeli, niech się cieszy niebo i raduje ziemia. Zaprawdę, drogi Pańskie są proste, sprawiedliwi kroczą nimi śmiało i szybko do celu. Witaj na prostej drodze, Reinmarze.
– Co mam zrobić?
Łukasz Bożyczko spoważniał. Milczał czas jakiś, gryząc i oblizując wargi.
– Twoi czescy przyjaciele, Sierotki – powiedział wreszcie – do przedwczoraj, do Purificatio, leżeli pod Świdnicą. Nic tam nie wskórawszy, poszli na Strzegom, obiegli miasto. Dość, dość już dokuczyli ci niszczycielscy Myrmidonowie pięknej śląskiej krainie. Na początek pojedziesz więc pod Strzegom. Przekonasz Kralovca, by przerwał oblężenie i poszedł sobie. Do domu, do Czech.
– Jak mam tego dokonać? W jaki sposób?
– Taki, jaki zwykle – uśmiechnął się wysłannik Inkwizycji. – Wszak potrafisz wpływać na losy i wypadki. Masz talent do zmieniania historii, kierowania jej biegu w zupełnie nowe koleiny. Dałeś tego dowód całkiem niedawno, pod Starym Wielisławiem. Definitywnie pozbawiłeś Śląsk Piasta, a księstwo ziębickie piastowskiej sukcesji. Jan Ziębicki nie miał męskich potomków, z jego śmiercią księstwo popada w bezpośrednie władanie Korony Czeskiej. Czy historia ci za to podziękuje, okaże się. Za kilkaset lat. Jedź pod Strzegom.
