
– O co ci chodzi? – spytała Unni.
– Miguel – wolę go tak nazywać – zapowiedział, że wszystkich nas zabije. Ale przepowiednia Urraki mówi, że powróci tylko jeden brat, a to oznacza przecież, że ktoś wyjdzie stąd żywy.
Jordi, uwalniając się od gałązki, która zaczepiła mu się o sweter, odrzekł:
– Miguel włączył się w tę historię najzupełniej nieoczekiwanie. Urraca nie mogła tego przewidzieć.
Na to zaprotestowała Unni:
– Jeśli widziała, że ja, najnędzniejsza z nędznych, mam się zjawić, to z całą pewnością widziała również Miguela.
– To nie jest wcale takie pewne – odparł Jordi. – Miguel czy też Tabris to potężna siła, silniejsza niż jakikolwiek człowiek obdarzony mocą jasnowidzenia. On może bez przeszkód zniweczyć proroctwo.
– A ja mimo wszystko wierzę Urrace – oświadczył Morten z przekonaniem. – Wrócimy stąd.
Pozostali milczeli. Wszyscy doskonale pamiętali, że Urraca przepowiedziała śmierć Jordiego, ale nie chcieli nawet o tym myśleć, a co dopiero mówić.
Wąwóz zwęził się teraz tak bardzo, iż zaczęli się obawiać, że zabrnęli w ślepą uliczkę.
Czyżby musieli zawrócić? Trud całego dnia miałby pójść na marne? Ale przecież nigdzie nie zauważyli żadnego innego wąwozu, więc…
A gdyby tak przyszło im spotkać się z bezwzględną bandą Emmy tu, w tym wąwozie szerokim zaledwie na kilka metrów?
– Czy oni naprawdę mogli przeprowadzać tędy konie? – zastanawiała się Sissi.
– Do tego miejsca jeszcze tak – odparł Jordi. – I tutaj wąwóz się dzieli. Którędy pójdziemy teraz?
– To beznadziejna sytuacja! – wykrzyknął Morten. – Zabłądziliśmy! I dzień niedługo też się skończy.
Zwątpienie ogarnęło ich jak mroczny cień.
– Popatrzcie! – wykrzyknęła nagle Unni. – Spójrzcie tam, w głąb wąwozu!
– Gdzie? – dopytywał się Morten. – Ja niczego nie widzę!
