
— Nie — przyznała Celise Waan — chociaż kiedyś miałam taki zamiar, bo uważałam, i nadal uważam, że ta legenda stanowi znakomity materiał na obszerną monografię. Usiłowałam uzyskać od Ośrodka stypendium, które pozwoliłoby mi prowadzić prace badawcze tam, na miejscu, ale moja prośba została załatwiona odmownie. Byłam wściekła na tych krótkowzrocznych głupców. Jedną z osób, którym opowiedziałam o tej sprawie, był mój kolega Jefri Lion.
— Zgadza się — potwierdził Lion. — Jak wiecie, ja z kolei pasjonuję się historią wojskowości. Od razu wyczułem, że może chodzić o coś ważnego i zacząłem grzebać w bazie danych Ośrodka. Co prawda nasze archiwa nie są tak obszerne jak na Avalonie albo Newholme, ale nie miałem czasu na dokładne śledztwo. Należało działać jak najprędzej, ponieważ moja teoria… a właściwie dużo więcej niż tylko teoria… Krótko mówiąc, uważam, a raczej jestem pewien, że wiem, czym jest owa tajemnicza gwiazda śmierci. To nie legenda, Tuf, tylko prawda! Gwiazda śmierci jest bardzo stara, ale nadal działa i wykonuje polecenia, które wydano jej ponad tysiąc lat temu, przed Upadkiem. Nadal nie wiesz? Naprawdę niczego się nie domyślasz?
— Przyznaję ze wstydem, że nie. Być może dlatego, że brakuje mi pańskiej wiedzy i orientacji w tych sprawach.
— To okręt wojenny, kupcze! Okręt wojenny krążący wokół Hro B’rana po bardzo wydłużonej orbicie eliptycznej. Jedna z najstraszliwszych broni, jakie Stara Ziemia wytworzyła podczas wojny z Hranganami, dysponująca co najmniej równie niszczycielską siłą jak cała mityczna Diabelska Flota, którą rzekomo wysłano w kosmos na krótko przed Upadkiem. Różnica polega na tym, że nasza gwiazda może być wykorzystana z oszałamiającym skutkiem także do pokojowych celów. To skarbnica najbardziej zaawansowanych biogenetycznych osiągnięć Imperium, w pełni sprawne narzędzie zdolne realizować zadania nieosiągalne, wydawałoby się, już dla nikogo!
