Posiedzę tutaj, w chłodzie, opowiem o wszystkim temu kryształowi, wypiję wino i jeszcze trochę popatrzę na nieliczne ocalałe latawce, szybujące na tle mroczniejącego nieba. Z daleka naprawdę wyglądają jak mewaki. Dopiję wino do końca, spróbuję sobie przypomnieć szum morza na Razyarze, w który kiedyś się wsłuchiwałem, marząc o gwiazdach, a kiedy kieliszek będzie pusty, sięgnę po miotacz.

(długie milczenie)

Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Janeel znała wiele słów i nazw, ale dzisiaj ją pochowałem.

(długie milczenie)

Jeśli ktoś to znajdzie…

(krótka przerwa)

Jeśli ktoś znajdzie to nagranie już po tym, jak gwiazda śmierci zgaśnie (a nocni łowcy twierdzą, że w końcu to nastąpi), niech nie da się zwieść: to nie jest przyjazna planeta. Tutaj rządzą śmierć, niezliczone choroby i cierpienie. Prędzej czy później, gwiazda śmierci zabłyśnie ponownie.

(długie milczenie)

Wina już nie ma.

(koniec nagrania)

GWIAZDA ŚMIERCI

— Nie — stwierdził stanowczo Kaj Nevis. — Wykluczone. Musielibyśmy być idiotami, żeby wybrać właśnie któryś z tych ogromnych transportowców.

— Niby czemu? — prychnęła Celise Waan. — Przecież musimy się tam jakoś dostać, prawda? Wiele razy wynajmowałam statki w Starslipie i wiem, że są bardzo wygodne. Załoga zawsze jest uprzejma, a jedzenie co najmniej przyzwoite.

Nevis posłał jej miażdżące spojrzenie. Miał twarz jakby stworzoną do wyrażania mało przyjaznych uczuć: o wyjątkowo ostrych rysach, z ogromnym zakrzywionym nosem i maleńkimi czarnymi oczami ukrytymi pod krzaczastymi brwiami.

— Po co je wynajmowałaś?

— W celu przeprowadzenia wypraw badawczych, ma się rozumieć — odparła Celise Waan, po czym wzięła z talerza kolejną kremową kulkę i wsunęła ją do ust. — Nadzorowałam wiele ważnych programów naukowych. Pieniądze przychodziły z Centrum.



5 из 421