Nocni łowcy zjawiali się pokryci ropiejącymi wrzodami i kupowali od nas parasole, aby uchronić się przed promieniami gwiazdy śmierci. Kiedy statek wylądował, mogliśmy wejść na jego pokład i odlecieć, ale Janeel uparła się, żeby zostać. Znała nazwy chorób, które zabijały latawce i nocnych łowców. Znała nazwy leków, które miały uratować te stwory. Myślała, że jeśli coś zostanie nazwane, to od razu przestanie być groźne. Liczyła na to, że będziemy uzdrowicielami, zdobędziemy ich zaufanie, a potem bez trudu zbijemy ogromny majątek. Wykupiła cały zapas leków ze statku, zamówiła kolejny transport, po czym przystąpiliśmy do walki z chorobami.

Znała również nazwę następnej zarazy, a także wszystkich, które nadeszły później. Było ich tak wiele, że w końcu straciliśmy rachubę. Najpierw skończyły się nam leki, wkrótce potem zabrakło nazw, dziś o świcie zaś zacząłem kopać jej grób. Była wysportowaną kobietą prowadzącą bardzo aktywny tryb życia, jednak po śmierci zrobiła się całkiem sztywna, a jej ciało potwornie spuchło. Grób musiał być bardzo duży, żeby pomieścić sztywne, opuchnięte zwłoki. Mnie dopadła inna, bezimienna choroba. Przy każdym ruchu pali mnie od środka żywy płomień, a moja skóra zszarzała i stała się bardzo krucha. Codziennie rano znajduję w pościeli mnóstwo jej fragmentów; otwarte rany, które pozostały w miejscach, gdzie odpadła, nie chcą się goić.

Gwiazda śmierci wisi niemal dokładnie nad moją głową, ogromna i oślepiająco jasna. Teraz już wiem, dlaczego świeci białym światłem. Biel jest kolorem czystości, a ona oczyszcza tę planetę, nawet jeśli chwilowo każde jej dotknięcie kończy się cierpieniem i rozkładem. Ironia losu, prawda?

Przywieźliśmy mnóstwo broni, sprzedaliśmy niewiele. Broń nie mogła pomóc nocnym łowcom i latawcom w walce z tym przeciwnikiem, więc niemal od początku parasole cieszyły się znacznie większym wzięciem niż lasery. Zabrałem z magazynu miotacz i nalałem sobie kieliszek czerwonego wina.



4 из 421