Starslip oraz wszystkie pozostałe korporacje transportowe są co najmniej równie chciwe i zaborcze jak ja; różnica polega na tym, że są również cholernie potężne, do tego stopnia, że większość planetarnych rządów z niepokojem śledzi ich poczynania. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na ten drobny fakt, ale jest nas tylko czworo… Pięcioro, jeśli liczyć również najemników. — Spojrzał na Rikę Dawnstar, która obdarzyła go lodowatym uśmiechem. — Mniej, niż jest kucharzy na dużym liniowcu, a nawet na małym statku kurierskim zostalibyśmy w okamgnieniu zadeptani przez załogę. Czy wyobrażacie sobie, że pozwolą nam zachować naszą zdobycz, kiedy już się zorientują, ile jest warta?

— Jeśli nas oszukają, podamy ich do sądu — odparła niezbyt pewnym tonem gruba antropolog i zgarnęła z talerza ostatnią kulkę.

Kaj Nevis wybuchnął gromkim śmiechem.

— Do jakiego sądu? Na jakiej planecie? Żeby to zrobić, musielibyśmy przede wszystkim pozostać przy życiu, a na to bym zanadto nie liczył. Słowo daję, jesteś nie tylko koszmarnie brzydka, ale i wręcz niewyobrażalnie głupia!

Jefri Lion przysłuchiwał się kłótni z niewyraźną miną.

— Dajcie spokój — przemówił wreszcie. — Nie powinniśmy tracić zimnej krwi. Bądź co bądź, to nasza wspólna sprawa.

Lion był niskim barczystym mężczyzną w wojskowej bluzie maskującej, udekorowanej baretkami z jakiejś zapomnianej kampanii. W mrocznym wnętrzu małej restauracji bluza przybrała szaroburą barwę, niemal identyczną jak starannie przystrzyżona broda jej właściciela. Wysokie czoło mężczyzny pokryte było błyszczącą warstewką potu. Wiedząc, jaką reputacją cieszy się Kaj Nevis, niezbyt pewnie czuł się w jego towarzystwie. Spojrzał na pozostałych, jakby oczekiwał od nich wsparcia.

Celise Waan wydęła usta i wbiła wzrok w talerz, jakby liczyła na to, że w ten sposób ponownie napełni go śmietankowymi kulkami. Rica Dawnstar — „najemnik”, jak nazwał ją Nevis — z kpiącym błyskiem w zielonych oczach rozparła się w fotelu. Jej długie, kościste ciało okryte nieforemnym jednoczęściowym kombinezonem i elastyczną zbroją uplecioną z supercienkiej stalowej przędzy, było zupełnie rozluźnione. To nie jej problem, jeśli pracodawcy uznali za stosowne tracić czas na bezproduktywne dyskusje.



7 из 421