
— Obelgami niczego nie załatwimy — odezwał się Anittas. Nie sposób było stwierdzić, o czym myśli wysoki cybertech. Jego twarz, składająca się w równych proporcjach z lśniącego metalu, przezroczystego plastyku i ciała, nie wyrażała żadnych uczuć. Splótłszy błyszczące stalowe palce prawej ręki z brązowymi końcówkami czuciowymi lewej, przyglądał się Nevisowi srebrzystymi oczami osadzonymi w czarnych plastykowych oczodołach. — Kaj Nevis zwrócił nam uwagę na kilka istotnych szczegółów. W przeciwieństwie do nas, jest specjalistą w tych sprawach. Skoro już zaprosiliśmy go do naszego grona, powinniśmy uwzględnić jego rady.
— Słusznie — poparł cybertecha Jefri Lion. — W takim razie, co proponujesz, Nevis? W jaki sposób możemy dotrzeć do gwiazdy śmierci, skoro nie wolno nam korzystać z usług korporacji transportowych?
— Potrzebujemy statku — stwierdziła Celise Waan. Kaj Nevis uśmiechnął się pobłażliwie.
— Korporacje transportowe nie mają monopolu na statki kosmiczne. Właśnie dlatego zaproponowałem, żebyśmy spotkali się nie w biurze Liona, tylko tutaj. Knajpa jest w pobliżu portu, więc jestem prawie pewien, że znajdziemy tu naszego człowieka.
— Czy to jakiś wolny strzelec? — zapytał Jefri Lion z powątpiewaniem w głosie. — Większość z nich, jak by to powiedzieć… nie cieszy się najlepszą opinią.
— Ja też — zwrócił mu uwagę Nevis.
— Podobno trafiają się wśród nich przemytnicy, a nawet piraci. Czy naprawdę musimy ryzykować?
— Nie musimy i nie ryzykujemy — odparł Kaj Nevis. — Dowcip polega na tym, żeby znaleźć właściwego człowieka, a ja znam mnóstwo ludzi, tych właściwych i niewłaściwych. Widzicie tę ciemnoskórą kobietę obwieszoną czarną biżuterią? — Wskazał ją lekkim ruchem głowy. — To Jessamyn Caige, właścicielka i kapitan „Wolnego Handlu”. Z pewnością przyjęłaby naszą propozycję, nawet zbytnio nie targując się o cenę.
