– Co to jest syndrom piątej randki? – zapytała Grace.

– Niezbyt często chodzisz na randki, co?

– Raczej nie – przyznała Grace. – Mąż i dwójka dzieci trochę podcięły mi skrzydła.

– Szkoda. Widzisz… i nie pytaj mnie dlaczego, ale na piątej randce faceci zawsze poruszają temat… Jak to delikatnie wyrazić? Zabawy we troje.

– Powiedz mi, że żartujesz.

– Wcale nie żartuję. Na piątej randce. Najpóźniej. Facet Pyta mnie, oczywiście zupełnie teoretycznie, co sądzę o zabawie we troje. Jakby mówił o pokoju na Bliskim Wschodzie.

– A co ty na to?

– Że bardzo to lubię, szczególnie jak dwaj faceci całują się z języczkiem.

Grace roześmiała się i obie wysiadły. Bolała ją noga. Po przeszło dziesięciu latach nie powinna się już tym przejmować, ale wciąż starała się ukryć, że utyka. Została przy samochodzie i odprowadziła Córę wzrokiem. Kiedy zadzwonił dzwonek, dzieci wypadły ze szkoły niczym wystrzelone z armaty. Jak wszyscy pozostali rodzice, Grace widziała tylko swoje pociechy. Reszta bandy, chociaż może to zabrzmi nieładnie, była tylko tłem.

Max pojawił się w drugim rzucie. Kiedy Grace zobaczyła syna – w rozwiązanym bucie, z za dużym plecakiem i we włóczkowej czapce zsuniętej na jedno ucho, jak beret turysty – znów poczuła wzruszenie. Zbiegł po schodkach, poprawiając plecak. Uśmiechnęła się. Zauważył ją i odpowiedział uśmiechem.

Wskoczył na tylne siedzenie saaba. Grace przypięła go pasami do fotela i zapytała, jak minął dzień. Max odpowiedział, że nie wie. Spytała, co robił w szkole. Max odparł, że nie wie. Czy uczył się matematyki, angielskiego, biologii, plastyki i prac ręcznych? Odpowiedź: wzruszenie ramion i „nie wiem”. Grace skinęła głową. Typowy przypadek epidemii nazywanej Altzheimerem szkoły podstawowej. Czy dzieci są tam faszerowane narkotykami albo przysięgają zachować wszystko w tajemnicy? Oto jedna z zagadek współczesnego życia.



12 из 304