Stali na szczycie niewielkiego pagórka, mając doskonały widok na wnętrze habitatu. Ze wszystkich stron otaczała ich oświetlona odbitym światłem słonecznym zieleń. Piękne, trawiaste wzgórza, kępy drzew, gdzieś w mglistej oddali małe, wijące się strumienie. Pancho poczuła, że brak jej tchu. Tyle zieleni! Nigdzie poza Ziemią nie można było niczego takiego zobaczyć, to przecież… raj! Sztuczny rajski ogród. Wiatr niósł ze sobą delikatny zapach kwiatów. Krzewy hibiskusa uginające się od czerwonych kwiatów, lawenda i dżakarandy rosły po obu stronach wijącej się ścieżki, która prowadziła do wioski składającej się z niskich budynków, białych i błyszczących w świetle wlewającym się przez okna słoneczne otaczające pierścieniem wielki cylinder jak rząd małych słoneczek.

Przypomina małe miasteczko na wybrzeżu Morza Śródziemnego, pomyślała Pancho. Widoczna w oddali wioska była położona na łagodnym trawiastym wzgórzu, z widokiem na lśniące, błękitne jezioro. Jak wybrzeże Amalfi we Włoszech. Jak obrazek z katalogu biura podróży. Tak właśnie miała wyglądać doskonała śródziemnomorska wieś. Dalej Pancho dostrzegła ziemię uprawną, małe, kwadratowe pola jaskrawej zieleni, a na kolejnych zielonych wzgórzach dalsze wioski z białego kamienia. Nie było horyzontu. Teren zakrzywiał się lekko, wzgórza, trawa i drzewa, małe wioski z wijącymi się ścieżkami i połyskujące strumienie były coraz wyżej, aż trzeba było zadrzeć głowę do góry, żeby je zobaczyć, nad głową, gdzie także rozpościerał się piękny, starannie zaprojektowany krajobraz.

— To jest o wiele ładniejsze niż habitaty Lagrange’a — zwróciła się do siostry Pancho. — To jest piękne.

— Musi być — oznajmił rzeczowo Wanamaker. — Ludzie tu mieszkają na stałe.

Pancho potrząsnęła głową w zachwycie i wydała z siebie tylko jęk. — Och. Holly uśmiechnęła się do nich radośnie.

— A ja odpowiadam za cały dział zasobów ludzkich.

— Serio? — zdziwiła się Pancho.



13 из 404