
Wycofałam się pośpiesznie, potem szybko wskoczyłam do swojego samochodu i pojechałam na tył baru, jednocześnie wrzeszcząc. Sam wypadł przez drzwi dla personelu z fartuchem wokół talii. Wykręciłam samochodem i wysiadłam z niego tak szybko, że ledwie się zorientowałam, że to zrobiłam, i mocno przytuliłam się do Sama
– Co się stało? – Usłyszałam głos Sama koło swojego ucha.
Odsunęłam się nieco, by na niego spojrzeć. Nie musiałam zadzierać wysoko głowy, Sam jest dość niski. Jego czerwono-złote włosy błyszczały w porannym słońcu. Miał też niesamowicie niebieskie oczy, teraz rozszerzone ze strachu.
– To Lafayette – powiedziałam i zaczęłam płakać. To było bezsensowne i głupie, do tego wcale nie mogło pomóc, ale nie byłam w stanie się opanować. – Leży martwy w samochodzie Andy’ego Bellefleura.
Ramię Sama objęło mnie i przygarnęło na powrót do jego ciała.
– Przykro mi, że to widziałaś, Sookie – powiedział. – Zadzwonimy na policję. Biedny Lafayette.
Bycie kucharzem w Merlotte’s nie wymaga specjalnych zdolności kulinarnych, bo Sam oferuje kilka rodzajów kanapek i frytki, co gwarantuje wysoki obrót. Lafayette wytrzymał jednak dłużej, niż mogłam przypuszczać. Lafayette był gejem – jednym z tych ekstrawaganckich, z makijażem i długimi paznokciami. Ludzie w północnej Luizjanie są mniej tolerancyjni od mieszkańców Nowego Orleanu i spodziewałam się, że Lafayette przeżyje trudny czas, także z powodu swojej ciemnej skóry. Pomimo tych trudności – lub może dzięki nim – był wesoły, zabawnie psotny, bystry i do tego dobrze gotował. Miał specjalny sos, który wkładał do hamburgerów; ludzie prosili o Burgers Lafayette dość często.
– Miał tutaj rodzinę? – zapytałam Sama. Oderwaliśmy się od siebie i weszliśmy do budynku, do gabinetu Sama.
– Miał kuzynkę – odparł Sam, kiedy wybierał 9-1-1 na klawiaturze telefonu. – Proszę przyjechać do Merlotte’s przy Hummingbird Road – powiedział do dyspozytora. – Mamy tu martwego faceta w samochodzie. Tak, na parkingu przed barem. Och, i być może powinniście zawiadomić Andy’ego Bellefleura. To jego auto.
