
— Tak. Nawet przy użyciu zwyczajnych wojskowych przyrządów można dostrzec jej pokaźną tarczę. To jest j planeta, nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
— Lecz… — Cassyll nawet nie krył zakłopotania malującego się mu na twarzy. — Dlaczego nie zauważono jej wcześniej?
Na ustach Bartana pojawił się znów ten sam dziwny uśmiech.
— Jedyna odpowiedź, jakiej ci mogę udzielić, to ta, że wcześniej nie można jej było zaobserwować, gdyż jej tam nie było.
— Przecież to przeczy całej naszej wiedzy na temat astronomii. Słyszałem, że niekiedy nowe gwiazdy pojawiają się tu i tam, nawet jeśli ich żywot nie jest długi, ale w jaki sposób nowy świat mógł tak po prostu zmaterializować się na naszym niebie?
— Królowa Daseene nie omieszka zadać mi identycznego pytania — odparł Bartan. — Będzie też chciała wiedzieć, od jak dawna jest on na niebie, i odpowiem jej, że nie wiem. A potem spyta, co trzeba w związku z tym zrobić, i znów nie będę wiedział, i wtedy zacznie się zastanawiać, jaki też to pożytek z doradcy, który nic nie wie…
— Sądzę, że niepotrzebnie się zamartwiasz — pocieszył go Cassyll. — Królowa najprawdopodobniej potraktuje to wydarzenie jako dość ciekawe zjawisko astronomiczne. Co każe ci myśleć, że ta niebieska planeta stanowi jakiekolwiek zagrożenie?
Bartan zamrugał oczami.
— Moje przeczucie. Instynkt. Nie powiesz chyba, że ona cię nie niepokoi.
— Jestem nią żywo zainteresowany. Chciałbym, żebyś mi ją pokazał dziś wieczorem, lecz dlaczego miałbym się niepokoić?
— Bo… — Bartan zerknął w niebo, jakby tam szukał natchnienia. — Cassyllu, to nie jest normalne! To jest nienaturalne, jakiś omen, zapowiedź czegoś, co ma się wydarzyć.
Cassyll wybuchnął śmiechem.
— Bartanie, przecież jesteś najmniej przesądnym człowiekiem, jakiego znam! A mówisz tak, jakby ten wędrowny świat ukazał się na firmamencie tylko po to, by prześladować właśnie ciebie.
