Usiadła w pościeli i nie odrzuciła pudełka, nie schowała go, nie połamała i nie zakopała. Otworzyła je. Wewnątrz leżał ostatni strzęp czepka porodowego Alvina, suchy i biały jak spalony papier w wystygłym piecu. Jedenaście lat temu, kiedy mama Peggy, jako położna, wyciągnęła Alvina ze studni życia, a malec pierwszy raz spróbował wciągnąć do płuc wilgotne powietrze zajazdu taty, Peggy ściągnęła mu z twarzy ten cienki krwawy czepek, żeby mógł oddychać. Alvin, siódmy syn siódmego syna i trzynaste dziecko… Peggy od razu zobaczyła, dokąd prowadzą ścieżki jego życia. Dążył ku śmierci, śmierci w tysiącach różnych wypadków na tym świecie, który jakby postanowił zabić chłopca, zanim ten naprawdę zacznie żyć.

Ona była wtedy małą Peggy, pięcioletnią, ale od dwóch lat już żagwią. I nie widziała jeszcze przychodzącego na świat dziecka, które tak wiele ścieżek wiodłoby ku śmierci. Przeszukała je wszystkie i tylko na jednej chłopiec mógł stać się mężczyzną.

Tylko wtedy, gdy ona zatrzyma czepek, gdy będzie obserwować chłopca z daleka, a kiedy tylko zobaczy sięgającą ku niemu śmierć, zrobi z czepka użytek. Chwyci go w palce, zetrze odrobinę na proszek i wyszepcze, co ma się zdarzyć… zobaczy to w swoich myślach. I wtedy stanie się, jak powiedziała. Czy nie ocaliła go przed utonięciem? Czy nie uratowała przed rozjuszonym bykiem? Nie zatrzymała, kiedy zsuwał się z dachu? Raz nawet rozcięła belkę kalenicy, która miała runąć z pięćdziesięciu stóp i rozgnieść go na podłodze budowanego kościoła. Rozdzieliła tę belkę równiutko jak się patrzy, zostawiając akurat tyle miejsca, żeby zmieścił się między jedną a drugą częścią. I jeszcze ze sto razy zrobiła coś tak sprytnie, że nikt się nawet nie domyślił, jak uratowała mu życie. A za każdym razem używała czepka.

Jak to się działo? Właściwie nie miała pojęcia. Tyle tylko że wykorzystywała jego własną moc, jego wrodzony dar. Przez lata nauczył się czegoś o swoim talencie tworzenia rzeczy, kształtowania ich, łączenia i rozbijania. Aż wreszcie zeszłego roku, wplątany w wojny między czerwonymi i białymi ludźmi, sam zajął się ratowaniem swojego życia, tak że nie musiała już się martwić, jak go ocalić. I bardzo dobrze. Z czepka został zaledwie strzęp.



16 из 334