Bet Meacham z wydawnictwa Tor należy do ginącego gatunku redaktorów o magicznych talentach. Jej uwagi nigdy nie były natrętne, a zawsze mądre. Przy tym (a jest to najrzadsza cecha redaktorów) dzwoni do mnie, kiedy o to poproszę. Choćby za to powinna zostać świętą.

Dziękuję moim uczniom na zajęciach z pisarstwa w Greensboro zimą i wiosną 1988 roku — ich sugestie pozwoliły na znaczące udoskonalenia książki — a także mojej siostrze, przyjaciółce i asystentce redakcyjnej, Janice, za jej trud zapamiętywania szczegółów opowieści.

Ale najbardziej wdzięczny jestem Kristine A. Card, która wysłuchuje licznych projektów każdej nie napisanej jeszcze książki, czyta igłowe wydruki początkowych wersji i jest moim drugim ja na każdej stronie wszystkiego, co napisałem.


W książce wykorzystano fragmenty „Elegii napisanej na wiejskim cmentarzu” Thomasa Graya w przekładzie Stanisława Barańczaka oraz cytaty z „Psalmów” wg Biblii Tysiąclecia.

UWAGI TŁUMACZA

W wiekach XVI-XVIII (a nawet później) istniał w krajach anglojęzycznych zwyczaj nadawania imion, które oznaczały coś, niezależnie od swej funkcji określania konkretnej osoby. W Polsce i krajach słowiańskich działo się podobnie (np. Bogumił czyli Bogu miły), choć z czasem znaczenie imienia zostało zapomniane. Jednak w dobrych, prezbiteriańskich czy purytańskich rodzinach, zasada ta obowiązywała jeszcze w czasie zasiedlania Ameryki, choć nie była regułą obowiązującą bez wyjątków (zdarzały się „zwykłe” imiona, jak choćby David, Alvin czy Eleanor). Tłumaczenie imion wydało mi się czynnością niezbyt rozsądną, ponieważ o ile w języku angielskim konwencja ta jest dość naturalna, to po polsku brzmiałoby to dziwacznie (choćby Armor-of-God Weaver stałby się czymś w rodzaju Tkacza-Boskiej-Zbroi, Wastenot Miller byłby Oszczędnym Młynarzem, albo — odwrotnie — Bogumił Kowalski Kowalem Bożej Miłości).



2 из 334