
Mimo to Izabella nadal nie wierzyła, że śmierć Heather była przypadkowa. Dobrze znała swoją córkę. Na pewno nie wyruszyłaby w drogę powrotną ze Stowe podczas zamieci, do tego w nocy. Jimmy w to uwierzył. Izabella wiedziała, że gdyby było inaczej, przekopałby cały Manhattan wzdłuż i wszerz, by znaleźć rozwiązanie tajemnicy śmierci córki.
Ostatnio podczas jednego z nielicznych obiadów, które zdarzało im się jeść razem, Jimmy znów próbował nakłonić Izabellę, żeby dała spokój tej sprawie i zajęła się sobą. Przekonywał, że Heather pewnie nie mogła zasnąć; że się martwiła, bo w prognozie pogody zapowiedziano obfite opady śniegu, a nazajutrz musiała być na próbie. Nie chciał dostrzec w jej śmierci niczego podejrzanego ani nie wyjaśnionego.
Izabella jednak nie mogła się; z tym pogodzić. Powiedziała Jimmy’emu o niepokojącej rozmowie telefonicznej, którą odbyła z córką niedługo przed jej śmiercią.
– Jimmy, Heather była jakaś inna, kiedy z nią rozmawiałam. Bardzo się czymś martwiła. Była straszliwie przygnębiona. Miała zmieniony głos.
Rozstali się zaraz po tym, jak Jimmy krzyknął na nią w desperacji:
– Daj spokój, Izabello! Przestań! Proszę cię! To wszystko i tak jest wystarczająco trudne, nawet bez tego nieustannego odtwarzania na nowo każdego szczegółu, bez przesłuchiwania jej wszystkich przyjaciół. Proszę cię, pozwól naszej córce spoczywać w spokoju.
Przypominając sobie te słowa, Izabella pokręciła głową. Jimmy Landi kochał Heather jak nikogo na świecie. Tylko odrobinę mniej niż córkę kocha władzę – myślała z goryczą. To stało się przyczyną rozpadu ich małżeństwa. Jego słynna restauracja i inne inwestycje. Teraz będzie miał jeszcze hotel i kasyno w Atlantic City. Dla mnie zabrakło miejsca w jego życiu – myślała Izabella. – Może gdyby wcześniej znalazł sobie wspólnika, jakim stał się dla niego Steve Abbott, nasze małżeństwo by przetrwało? Izabella uświadomiła sobie, że chodzi po pokojach, nie widząc tego, co ma przed oczyma. Zatrzymała się przy oknie wychodzącym na Piątą Aleję.
