
– Jesteś strasznie podejrzliwa. Po prostu mnie pozdrawiają i witają w domu.
– Nieprawda. To nie jest zwykłe powitanie. – Tłum rósł z każdą chwilą. – Tu chodzi o coś więcej.
– Zapewniam cię, że tak jest zawsze. – Poprowadził ją w stronę wejścia do zamku. Ludzie, kłaniając się, rozstępowali się przed nimi. Sabrina zatrzymała się.
– Kim jesteś? – Była pewna, że nie spodoba jej się to, co usłyszy.
– Przecież wiesz. Jestem Kardal. Idźmy już.
Powiodła wzrokiem po twarzach ludzi i dostrzegła na nich radość oraz szacunek.
– Więc o czym mi nie powiedziałeś?
Starał się zrobić niewinną minę, ale zupełnie mu się to nie udało.
– Słuchaj – syknęła zirytowana – możesz mnie nazywać zepsutym dzieciakiem, skoro tak lubisz, ale gdy powiesz o mnie „głupia", to się pomylisz. Kim jesteś?
Starszy mężczyzna wystąpił z tłumu i uśmiechnął się do niej.
– Nie wiesz, kim on jest? – zapytał drżącym głosem.
– To Kardal, Książę Złodziei. Pan tego miasta.
Oczywiście Sabrina o nim słyszała. Miasto zawsze miało swojego księcia, od kiedy je tylko zbudowano.
– Ty? – W jej głosie było niedowierzanie pomieszane z zaskoczeniem.
– Tak, jestem księciem i panem tego miasta. – Wskazał ręką na zamek i otaczającą go pustynię. – Dzika pustynia jest moim królestwem, a moje słowo jest tu prawem. – Zerwał pelerynę okrywającą związane nadgarstki Sabriny i pociągnął ją w górę schodów. Zatrzymał się przed wejściem do zamku, odwrócił w stronę tłumu i wskazał na nią.
– To jest Sabrina. Znalazłem ją na pustyni i jest moja. Kto ją tknie, ten nie doczeka następnego dnia.
Wszyscy wlepili oczy w Sabrinę. Nie czuła się z tym komfortowo.
– Wspaniale – mruknęła. – Kara śmierci dla tego, kto pomoże mi w ucieczce.
– Nic nie rozumiesz. W ten sposób cię chronię.
– Już ci uwierzę. – Spojrzała na niego z furią. – Co ty wyrabiasz?! Naprawdę traktujesz mnie, jakbym była twoją własnością.
