
Przejechali przez bramę i znaleźli się po drugiej stronie murów, które zdawały się nie mieć końca. Miasto Złodziei wprost porażało swym ogromem.
Uniosła głowę i omal nie spadła z konia. Stali bowiem przed przejmującym grozą dwunastowiecznym zamkiem. Budowla strzelała w niebo niczym starożytna katedra, porażając wieżami, blankami, otworami strzelniczymi i mostem zwodzonym.
Na środku pustyni stał olbrzymi zamek! Wprost niesamowite. Spostrzegła, że wielokrotnie go przebudowywano w różnych epokach. Widać było wpływy Wschodu i Zachodu i zamysły architektoniczne różnych mistrzów. Z uwagi na swój eklektyzm, mógłby służyć za podręcznik dziejów budownictwa obronnego.
Do tego ta niezwykła budowla tętniła życiem.
– Jak to możliwe? Jakim cudem przez cale wieki to miejsce pozostawało tajemnicą?
– Lokalizacja, kolor – odparł Kardal.
Kamienne bloki, których użyto do budowy zamku, miały kolor piasku, do tego wokół miasta wznosiły się niewysokie góry. Kamuflaż wprost idealny nawet dla konwencjonalnych fotografii lotniczych.
– A jednak rządy innych państw na pewno wiedzą o tym mieście – powiedziała Sabrina. – Przecież jest widoczne na zdjęciach satelitarnych, w podczerwieni.
– To prawda, ale utrzymanie w tajemnicy położenia naszego miasta leży we wspólnym interesie.
Zatrzymali się przed wejściem do zamku. Rozglądając się wokoło, Sabrina rozpoznawała fragmenty, o których czytała w różnych zapiskach. Znajdowała się w samym sercu Miasta Złodziei. Z trudem ogarniała ogrom materiału do badań.
Kardal zeskoczył z konia i pomógł zsiąść Sabrinie, która znów poczuła się brudna i złachana, bo wokół nich zgromadziła się spora grupa ludzi. Na szczęście wszyscy patrzyli na Kardala, a nie na nią, i coś do siebie cicho mówili. Kilku mężczyzn lekko skłoniło się przed nim. Nie wiedziała, czy była to oznaka szacunku, czy też niezdrowego zainteresowania.
– Dlaczego tak na ciebie patrzą? – zapytała. – Zrobiłeś coś złego?
