Wreszcie zatrzymali się przed drewnianymi dwuskrzydłowymi drzwiami. Kardal je otworzył i weszli do wielkiej komnaty.

Stało tu ogromne łoże z czterema kolumnami, duży szezlong obity mięsistą, ozdobną tkaniną w kolorze burgunda, identyczną z tą, która okrywała łoże. Kamienną podłogę przykrywał wspaniały orientalny dywan. Na jednej ze ścian ułożono piękną mozaikę przedstawiającą paradującego przed samicami pawia z rozłożonym ogonem. Oprócz tego w komnacie znajdował się kominek oraz mnóstwo starych, oprawnych w skórę woluminów. Sabrina z nabożnym szacunkiem przesunęła palcem po ich grzbietach.

– Czy te książki są skatalogowane? – Sięgnęła po „Hamleta" i aż westchnęła, gdy ujrzała datę wydania: 1793 rok. Na niedużym stoliczku na wprost niej zauważyła Biblię z ręcznie malowanymi ilustracjami. Nigdy przedtem nie widziała takich białych kruków. – Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co tutaj masz? Te książki są wprost bezcenne.

Wzruszył ramionami.

– Ktoś przyjdzie, by ci usłużyć. Będziesz się mogła wykąpać. Przyniosą też odpowiednie dla ciebie ubranie.

– Odpowiednie dla mnie? – powtórzyła. Coś ciemnego błysnęło w oczach Kardala.

– Jesteś moją niewolnicą i musisz wypełniać pewne obowiązki. W związku z tym musisz być ubrana w sposób, który będzie mi sprawiał przyjemność.

– Co?! Chyba nie mówisz poważnie! – Mimowolnie spojrzała na wielkie łoże. Coś zaczęło ściskać ją za gardło. – Kardal, to jakaś gra, prawda? – Powoli się cofała, aż w końcu oparła się plecami o najdalszą ścianę. – Jestem Sabra, księżniczka Bahanii. Pamiętaj o tym i przemyśl to, co chcesz zrobić.

Podszedł do niej i ujął ją pod brodę.

– Dobrze wiem, kim jesteś, nie musisz więc odgrywać niewiniątka.

Te słowa ugodziły ją jak policzek. Próbowała się uwolnić z jego rąk.

– A nie przyszło ci do głowy, że wcale nie udaję?



30 из 162