
– Witajcie! – zawołała, kiedy mężczyźni byli już blisko niej. Starała się, by jej głos brzmiał pogodnie i pewnie, ale wysuszone gardło i strach temu przeszkodziły. – Zaskoczyła mnie burza i zabłądziłam. Nie widzieliście gdzieś konia i wielbłąda?
Jeźdźcy okrążyli ją, rozmawiając w języku, którego nie rozumiała, lecz potrafiła rozpoznać. Byli to nomadowie. Nie wiedziała, czy to dobrze, czy źle.
Jeden z mężczyzn wskazał na nią ruchem ręki. Sabrina nie drgnęła nawet wtedy, gdy kilku z nich podjechało tak blisko, że konie prawie jej dotykały. Gorączkowo rozważała, czy się przyznać, kim jest. Nomadowie powinni pozytywnie zareagować na imię jej ojca, poza tym przestrzegali świętego prawa gościnności. Jeżeli jednak są przebranymi za nomadów bandytami, to będą chcieli dostać za nią okup. Tak czy inaczej, jeśli się przedstawi jako Sabrina Johnson vel Sabra, księżniczka Bahanii, z pewnością zrobi to na nich wrażenie, kimkolwiek by byli.
Nie zmieniało to jednak faktu, że na koniec mogą jej poderżnąć gardło, a ciało zostawią sępom na pożarcie. Jeśli okażą się łaskawi, zrobią to od razu, a jeśli nie, to nieco później…
Jednak nie przewidziała, że istnieje jeszcze inny wariant jej przyszłych losów.
– Potrzebna mi niewolnica, nie wiem jednak, czy się na nią nadajesz.
Sabrina odwróciła się gwałtownie. Słowa te wypowiedział wysoki mężczyzna z ogorzałą od słońca twarzą i błyszczącymi oczami. Uśmiechał się… czy raczej naigrawał.
– Znasz angielski – stwierdziła, jakby nie było to zupełnie oczywiste.
– Za to ty nie mówisz językiem pustyni. W ogóle niewiele o niej wiesz, a to okrutna pani. – Jego twarz spoważniała. – Co tutaj robisz sama jedna?
– To bez znaczenia. – Machnęła ręką. – Może mógłbyś mi pożyczyć konia? Chcę tylko dojechać do opuszczonego domu, przy którym zostawiłam samochód.
Mężczyzna wykonał ruch głową i jeden z jeźdźców zeskoczył z siodła. Sabrina odetchnęła. A więc jej życzenie zostanie spełnione, co oznaczało, że wysłuchano jej słów. W Bahanii było to zachowanie niezwykłe. Na ogół nie zwracano uwagi na to, co mówią kobiety…
