
– Też ci na tym zależy.
– Oczywiście, Rafe. Czeka cię dużo pracy, bo jesteś głównym koordynatorem tego projektu.
Do ochrony roponośnych terenów nie wystarczały już dotychczasowe metody, stąd pomysł utworzenia wspólnych sił powietrznych. To, że za realizację tego zadania odpowiedzialny był cudzoziemiec, stało w sprzeczności z tutejszymi obyczajami i praktyką, jednak Rafe był kimś wyjątkowym. Przez lata udowodnił swoją lojalność wobec Kardala, zdarzyło się nawet, że własnym ciałem osłonił go przed zdradzieckim ciosem noża, przypłacając to ciężką raną. Łączyła go z księciem głęboka przyjaźń, a mieszkańcy miasta traktowali go jak swojego, tytułując zaszczytnym mianem szejka.
Na twarzy Rafe'a pojawił się wyraz lekkiego rozbawienia.
– Słyszałem, że w pałacu pojawiła się niewolnica. Podobno znalazłeś tę kobietę na pustyni i uznałeś za swoją własność.
Kardal zerknął na zegarek.
– Wróciłem niecałe cztery godziny temu, a ty już o tym wiesz.
– A więc to jednak prawda. Naprawdę bawi cię posiadanie niewolnic?
– Wcale mnie nie bawi. – Dotąd poza matką nikt nie wiedział, kim naprawdę jest Sabrina, i tak powinno pozostać, jednak Rafe'owi ufał bezgranicznie. – To księżniczka Sabra, córka króla Hassana, zwana Sabriną Johnson.
– Kardal, co tu się dzieje! Przecież to twoja narzeczona.
– Właśnie. Ojciec poinformował ją o zaręczynach, ale nie poznała szczegółów, bo się wściekła i uciekła na pustynię. Nie chcę, żeby ludzie się dowiedzieli, kim naprawdę jest.
– A ona ma nie wiedzieć, kim ty dla niej jesteś…
– Właśnie.
– Kiedy zgodziłem się dla ciebie pracować, wiedziałem, że nie będzie nudno. Nie mogę się doczekać, żeby ją poznać. Nigdy jeszcze, poza twoją matką, nie spotkałem prawdziwej księżniczki… ani prawdziwej niewolnicy.
Kardal wiedział, że jego przyjaciel żartuje, a jednak bardzo mu się nie spodobało, gdy wyraźnie zainteresował się Sabriną. Co u licha!
