
– Na pewno natkniesz się na nią. Wprawdzie otrzyma zakaz opuszczania tej części zamku, w której została umieszczona, ale można jej dużo zakazywać… Jeśli więc zobaczysz, jak błąka się po korytarzach, odprowadź ją do jej pokoi.
– Jasne… Gdzie się wybierasz? – z kpiącym uśmieszkiem spytał Rafe.
– Muszę przygotować się do bitwy. Jeśli mam poślubić tę rozwydrzoną księżniczkę, to najpierw muszę ją okiełznać.
ROZDZIAŁ 5
Następnego ranka, około dziesiątej, Kardal wkroczył do komnaty Sabriny. Dał jej całą noc, by mogła się pogodzić z sytuacją, wątpił jednak, by zdołała zaakceptować jego postępowanie. Wiedział przecież, jak bardzo potrafiła być uparta.
Spodziewał się, że księżniczka znowu czymś w niego rzuci, szykował się też na kolejne potyczki słowne. Oczywiście to on w końcu zwycięży, lecz wiedział, że Sabrina nie podda się bez walki. Ze zdumieniem uświadomił sobie, że nie może się już doczekać tego spotkania.
Kiedy wchodził do pokoju, wciąż jeszcze uśmiechał się do swoich myśli, lecz nagle instynkt, który nieraz uratował mu życie, nakazał mu gwałtownie się cofnąć.
Ostrze noża do owoców przecięło pustkę.
Kardal chwycił uzbrojoną dłoń, a potem uniósł Sabrinę w powietrze.
– Puszczaj mnie, draniu! – krzyknęła z furią.
Brutalnie cisnął ją na łóżko i opadł na nią całym ciężarem. Udami zablokował jej nogi, a dłońmi unieruchomił nadgarstki. Sabrina wiła się i szarpała, ale nie miała szans.
– Dzień dobry, niewolnico. – Drwiąco patrzył w ciskające błyskawice oczy. Mocno ścisnął jej prawy przegub, aż musiała wypuścić nóż. – Naprawdę myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?
– Nie liczyłam na to – warknęła. – Gdybym miała pistolet albo sztylet… Niestety to tylko nożyk do owoców. Nie da się nim nikogo zabić. Mogłam tylko zaprotestować przeciwko bezprawiu.
– Kobietom przystoją bardziej pokojowe metody wyrażania niezadowolenia. Lamentowanie, zawodzenie, ewentualnie demonstracja lub strajk… – szydził.
