
Wyprostowała ramiona, uniosła wysoko głowę i pewnym krokiem podeszła do wanny.
– Co mam robić? – spytała obojętnym tonem.
– Dopóki jestem ubrany, nic – stwierdził z uśmiechem. Cała jej pewność siebie znikła bez śladu, a kiedy Kardal zaczął rozpinać koszulę, cofnęła się i odwróciła wzrok.
– Jestem przekonany, że nawet tak absolutnie dziewicza księżniczka jak ty widziała już kiedyś nagiego do pasa mężczyznę. – Był nad wyraz rozbawiony.
– Oczywiście. Ale nie w sytuacji sam na sam.
Zmusiła się, aby na niego spojrzeć.
Kardal zdejmował koszulę powoli, jakby myślał, że ten widok pociąga Sabrinę. Jednak się mylił. Marzyła tylko o jednym: by to wszystko się skończyło i by wreszcie zostawił ją w spokoju. Ale nic z tego. Książęcy striptiz zdawał się nie mieć końca.
Wreszcie nieco się rozluźniła. To on postępuje niewłaściwie, a nie ja, uświadomiła sobie. To on pracuje na piekło, a nie ja.
Przyjrzała mu się. Cóż, był wspaniałe zbudowany, silny i sprężysty. Dostrzegła dwie blizny, jedną na lewym ramieniu, a druga biegła wzdłuż żeber.
Wskazała na nią.
– Komuś też się nie udało. Jaka szkoda.
Powstrzymał chichot.
– Byłem wtedy młody i głupi. Wypuściłem się samotnie na pustynię, no i złapali mnie tacy jedni. Postanowili mnie zabić, tak dla rozrywki.
Mówił o tym lekko, jakby nic się nie stało, a jednak zrobiło to na niej wielkie wrażenie. Słyszała o pustynnych renegatach, znanych z potwornego okrucieństwa i pogardy dla wszelkich ludzkich wartości. Nie zamierzała jednak uderzać w sentymentalne tony.
– Zawsze musisz popsuć zabawę. Nie dałeś się zabić – mruknęła, ignorując fakt, że Kardal właśnie zdjął buty.
