
– Dla Kardala nie ma to żadnego znaczenia. – Cala westchnęła. – Miałam nadzieję, że czas uleczy tę ranę, jednak się myliłam.
– O jakiej ranie mówisz? Dlaczego Kardal tak nienawidzi króla Givona?
– Widzisz, Givon jest jego ojcem…
Sabrina nie mogła uwierzyć, że król Givon jest ojcem Kardala. Zawsze słyszała, że małżeństwo króla El Baharu było bardzo szczęśliwe, niestety trwało krótko, bo królowa młodo umarła. Po jej śmierci Givon całkowicie poświęcił się swoim dzieciom. A teraz okazało się…
Postanowiła poszukać Kardala. Wyszła na korytarz, a napotkany służący wskazał jej drogę. Czuła, że książę potrzebuje rozmowy z kimś, kto potrafi go zrozumieć, a Sabrina, z uwagi na swe skomplikowane relacje rodzinne, uważała siebie za taką osobę. To dodało jej odwagi. Zapukała i weszła.
Apartament Kardala był ogromny, pełen cennych antyków i dzieł sztuki. Sabrina wkroczyła do holu wykładanego kafelkami, w którego rogu stała szemrząca fontanna. Na lewo była jadalnia ze stołem na dwadzieścia osób, a na wprost pokój dzienny połączony z tarasem. Tam też się udała.
Przez chwilę patrzyła na błyszczące w dole światła miasta i ciemniejącą w oddali pustynię. Czuła, że nie jest sama. Gdy jej oczy przywykły do mroku, ujrzała Kardala. Stał oparty o poręcz.
Wiedział, że tu przyszła, lecz milczał. Długi czas stali w ciszy, wsłuchując się w odgłosy ukrytego przed światem miasta, za którym rozciągała się tchnąca odwiecznym spokojem niezmierzona pustynia.
– Jestem tu tak krótko, a trudno mi sobie wyobrazić, bym mogła żyć gdzie indziej – szepnęła spontanicznie.
– Za każdym razem, kiedy musiałem stąd wyjeżdżać, było mi żal – powiedział Kardal. – Nawet wtedy, gdy wiedziałem, że robię to dla własnego dobra. – Pochylił się nad poręczą. – Nic z tego nie rozumiesz, prawda?
– Masz rację, nie rozumiem. Nie wiedziałam, że król Givon jest twoim ojcem, ale słyszałam o nim dużo dobrego. Nie rozumiem więc twojej reakcji, gdy Cela…
