
– Co to takiego? – warknęła Ellie.
– Pozwoliłam sobie przygotować listę odpowiednich dla ciebie kandydatów na męża z sąsiedztwa.
Ellie prychnęła. Musiała to zobaczyć. Rozłożyła kartkę i nie podnosząc znad niej oczu, powiedziała:
– Richard Parrish jest zaręczony.
– Moje źródła twierdzą, że nie.
Pani Foxglove była największą plotkarką w całym Bellfield, Ellie więc nie mogła jej nie wierzyć. Zresztą to bez różnicy, czy Richard Parrish jest zaręczony czy nie. I tak był opasły i miał cuchnący oddech. Przeczytała kolejne nazwisko i niemal się zakrztusiła.
– George Millerton ma już ponad sześćdziesiąt lat!
Pani Foxglove pogardliwie pociągnęła nosem.
– Twoja pozycja nie pozwala ci na żadną wybredność, zwłaszcza gdy sprawa dotyczy tak trywialnych kwestii.
Kolejne trzy nazwiska na liście również należały do starszych mężczyzn, z których jeden zasłynął jako człowiek okrutny. Krążyły plotki mówiące o tym, że Anthony Ponsoby bijał pierwszą żonę. Niemożliwe, aby Ellie zgodziła się na małżeństwo z człowiekiem, który uważał, że w komunikacji między małżonkami najbardziej przydaje się kij.
– Dobry Boże! – zawołała, kiedy jej wzrok przesunął się na przedostatnie nazwisko na liście. – Robert Beechcombe z całą pewnością nie skończył jeszcze piętnastu lat! Co pani sobie wyobraża?
Pani Foxglove już miała cośodpowiedzieć, lecz Ellie jej przerwała.
– Billy Watson! – zawołała. – Przecież on ma źle w głowie! Wszyscy o tym wiedzą. Jak pani śmie próbować wydać mnie za kogoś takiego jak on!
– Powiedziałam już, że kobieta w twojej sytuacji nie może…
– Proszę nie kończyć – przerwała jej Ellie, cała aż trzęsąc się z gniewu. – Proszę nie mówić już ani słowa!
Pani Foxglove uśmiechnęła się sztucznie.
– Nie wolno ci się tak do mnie odzywać w moim domu!
– To jeszcze nie jest twój dom, stara wiedźmo! – odparowała Ellie.
